GKS Tychy - Unia 2-0. Po roku przerwy znów zagrają o złoto!
26.02.2011
Przez pierwsze 13 minut gra gości przypominała obronę Częstochowy, bowiem tyszanie praktycznie cały czas przebywali w tercji oświęcimian. Bramkarz Unii raz po raz musiał wspinać się na wyżyny swoich umiejętności. Najlepsze okazje w tej części meczu marnowali Vitek i w samej końcówce tercji Parzyszek. Ostatecznie pierwsza tercja kończy się bezbramkowym remisem.
Hokeiści Unii zwietrzyli swoją szansę i na samym początku drugiej tercji dwukrotnie byli bliscy pokonania tyskiego bramkarza, ale Sobecki wychodził z tych opresji obronną ręką. To, co nie udało się gościom, powiodło się tyszanom. I to dwukrotnie. Najpierw 26. minucie idealne podanie zza bramki Sokoła wykorzystał Vitek, uderzając gumę obok zdezorientowanego Witka. Nie minęły dwie minuty, a czerwona lampka nad bramką gości zapaliła się po raz drugi. I ponownie sposób na pokonanie bramkarza gości znalazł aktywny od samego początku meczu Vitek. Spory udział przy stracie gola miał młody bramkarz oświęcimian.
Oświęcimianie, nie mogąc pogodzić się ze swoją bezradnością strzelecką próbowali wymierzyć sprawiedliwość w pozasportowej rywalizacji, ale bokserski pojedynek Valusiak-Jakes został przedwcześnie zakończony przez sędziów.
Od tej pory walka na lodzie rozpoczęła się na dobre. W przeciągu zaledwie 120 sekund obie ekipy miały idealne okazje na odwrócenie losów spotkania. Najpierw nie zrozumieli się między sobą Riha z Krajcim, a chwilę potem pojedynek jeden na jeden z bramkarzem Unii przegrał Parzyszek. Mimo kilku okazji z obu stron, obaj bramkarze nie dali się już pokonać.
Tak więc jednego, czego mogli być pewni kibice zgromadzeni na lodowisku w Tychach, to emocje w ostatniej części. I nie zawiedli się. Akcje toczyły się bardzo szybko raz pod jedną, raz pod drugą bramką, jednak obu drużynom brakowało albo szczęścia przy finalizacji ataku, albo w porę akcje przerywali obrońcy.
Przez ostatnie dziesięć minut Unia praktycznie nie wyjeżdżała z tercji obronnej tyszan. Ale ani Wojtarowicz, ani Zatko, ani Jakubik nie potrafili pokonać Sobeckiego. Najbliżej dokonania tego był ten pierwszy, ale po jego strzale krążek ostemplował słupek.
Hokeiści Unii zwietrzyli swoją szansę i na samym początku drugiej tercji dwukrotnie byli bliscy pokonania tyskiego bramkarza, ale Sobecki wychodził z tych opresji obronną ręką. To, co nie udało się gościom, powiodło się tyszanom. I to dwukrotnie. Najpierw 26. minucie idealne podanie zza bramki Sokoła wykorzystał Vitek, uderzając gumę obok zdezorientowanego Witka. Nie minęły dwie minuty, a czerwona lampka nad bramką gości zapaliła się po raz drugi. I ponownie sposób na pokonanie bramkarza gości znalazł aktywny od samego początku meczu Vitek. Spory udział przy stracie gola miał młody bramkarz oświęcimian.
Oświęcimianie, nie mogąc pogodzić się ze swoją bezradnością strzelecką próbowali wymierzyć sprawiedliwość w pozasportowej rywalizacji, ale bokserski pojedynek Valusiak-Jakes został przedwcześnie zakończony przez sędziów.
Od tej pory walka na lodzie rozpoczęła się na dobre. W przeciągu zaledwie 120 sekund obie ekipy miały idealne okazje na odwrócenie losów spotkania. Najpierw nie zrozumieli się między sobą Riha z Krajcim, a chwilę potem pojedynek jeden na jeden z bramkarzem Unii przegrał Parzyszek. Mimo kilku okazji z obu stron, obaj bramkarze nie dali się już pokonać.
Tak więc jednego, czego mogli być pewni kibice zgromadzeni na lodowisku w Tychach, to emocje w ostatniej części. I nie zawiedli się. Akcje toczyły się bardzo szybko raz pod jedną, raz pod drugą bramką, jednak obu drużynom brakowało albo szczęścia przy finalizacji ataku, albo w porę akcje przerywali obrońcy.
Przez ostatnie dziesięć minut Unia praktycznie nie wyjeżdżała z tercji obronnej tyszan. Ale ani Wojtarowicz, ani Zatko, ani Jakubik nie potrafili pokonać Sobeckiego. Najbliżej dokonania tego był ten pierwszy, ale po jego strzale krążek ostemplował słupek.
Polecane
Polska Hokej Liga