GKS Tychy - Stoczniowiec 3-1. Tyszanie wracają na właściwy tor

25.10.2009
- Takiego meczu było nam trzeba - Jan Vavrecka, trener GKS-u, mocno podkreślał rangę zwycięstwa tyszan nad Stoczniowcem Gdańsk, które przerwało "serię” dwóch porażek jego zespołu.
To był wyśmienity weekend dla tyskiego sportu. Po zwycięstwie piłkarzy nad Zagłębiem Sosnowiec, koszykarzy nad MOSiR-em Krosno, przyszedł czas na hokeistów. - Zbiórkę mieliśmy o 4:45. Cały dzień w podróży. Wyszliśmy na taflę i od pierwszych minut zostaliśmy zepchnięci do defensywy. To musiało "zaowocować” błędami - Sylwester Soliński, bramkarz gości, szukał usprawiedliwienia słabszej postawy zespołu.

- Nie ma co szukać. Przyczyna jest prosta. Rywale to doświadczony zespół. My mamy młodą drużynę. Brakuje poszanowania krążka, wkrada się niepotrzebna nerwowość. Jak dostaje się trzy bramki, to później ciężko cokolwiek zdziałać - przyznał otwarcie Andrzej Słowakiewicz, trener gdańszczan.

Podczas pierwszej przerwy Parzyszek testował dwa kije. Wybrał, ale chyba mniej precyzyjny, gdyż ten nie pomógł mu w kilku dogodnych sytuacjach, gdy zabrakło dosłownie centymetrów. Na szczęście dla miejscowych, Proszkiewicz pracował za dwóch, wyjeżdżając w drugiej i czwartej "piątce”. - W obu grało się dobrze. Pod koniec opadłem jednak z sił i wychodziłem w co drugiej zmianie. Najważniejsze, że wygraliśmy, bo po porażkach w Oświęcimiu i Nowym Targu potrzebowaliśmy przełamania - cieszył się napastnik GKS-u.

Tymi, którzy rozmontowali obronę Stoczniowca, byli jednak... obrońcy. Gonera oraz Jakesz przymierzyli z "niebieskiej”, a Sokół wygrał pojedynek z Solińskim.
autor: Mariusz Polak

Przeczytaj również