GKS Tychy - Podhale 6-1. Przeciwnik z Nowego Targu został w blokach

22.12.2009
Tak jak miesiąc temu, GKS zaskoczył Podhale. Zanim rywale zdołali się przebudzić, tyszanie pewnie prowadzili. - Kolejny falstart w naszym wykonaniu - zauważył Marcin Kolusz, napastnik "Szarotek".
Chwila przerwy w rozgrywkach spowodowana występami kadry pozwoliła hokeistom odetchnąć i nabrać sił. W szeregach gospodarzy wrócili po kontuzjach m.in.: Tomasz Jakesz, Adam Bagiński i Robin Bacul. Ten drugi tak mocno odczuł skutki starcia z Grzegorzem Pasiutem w meczu z Cracovią, że z tafli trafił prosto do szpitala. Na drugi dzień wyszedł i w kolejnym chciał już ponownie założyć łyżwy. Lekarz kategorycznie zabronił. - Ostatnie badania wykazały, że Adam może zagrać i dostał w końcu pozwolenie - cieszył się Jan Vavrecka, trener tyszan.

Czeski napastnik natomiast pojawił się na lodzie po dwumiesięcznej przerwie. Co prawda momentami ciężej mu było złapać oddech, ale spisywał się całkiem przyzwoicie. Długo kołował pod bramką Zborowskiego, aż w końcu udało mu się trafić do siatki.

Zanim Bacul wpisał się na listę strzelców, jego koledzy w pierwszych sekundach spotkaniach uczynili to dwa razy. - Zaliczyliśmy fatalny początek. To już drugi taki falstart w Tychach (poprzednio mecz zakończył się identycznym rezultatem, a w ciągu pięciu minut gospodarze zdołali zdobyć trzy gole - przyp. red.) - kręcił głową Kolusz, który zdołał raz pokonać Sobeckiego, tuż po tym jak jego trener poprosił o czas, aby wybudzić swoich zawodników.

- Złapaliśmy nawet kontakt. Momentami nie wyglądało to źle. Mieliśmy okazje na odwrócenie losów pojedynku, ale graliśmy nieskutecznie - zauważył Kolusz. - Do tego jeszcze te nieszczęsne kary - nie mógł się pogodzić z takim obrotem sprawy Milan Jancuszka, szkoleniowiec przyjezdnych.

Miejscowi nie musieli nawet grać na pełnym "gazie". Kilka zrywów wystarczyło, aby skutecznie dobić rywala. Tym bardziej, że mieli za sobą może niezbyt liczną (tyskie lodowisko odwiedzało już dużo więcej kibiców), ale za to głośną ekipę fanów, która przez całe 60 minut wspierała GKS. - Za to należą się im wielkie podziękowania - chwalił Vavrecka. - Generalnie wszyscy możemy być zadowoleni z całego spotkania. Powinno nas ono dobrze nastawić psychicznie do rywalizacji w finałach Pucharu Polski - zakończył Michał Kotlorz, obrońca gospodarzy.

Po meczu tyszanie udali się na klubową Wigilię.
autor: Mariusz Polak

Przeczytaj również