GKS Tychy - Podhale 4-1. Kibice wzięli przykład z fanów Górnika Zabrze
26.02.2010
Wczorajszy mecz dał wiele do myślenia trenerowi GKS-u. Szkoleniowiec do późnych godzin analizował całe spotkanie. - Doszedłem do wniosku, że trzeba zagrać na cztery ataki i pozmieniać formacje. Galant, Witecki, Maćkowiak razem nie są na tyle silni, aby stawić czoła takiemu rywalowi. Dlatego "wmieszałem" ich między doświadczonych, co wzmocniło siłę rażenia - tłumaczył Jan Vavrecka. Manewr ten przyniósł efekt - dwójka z nich zdobyła trzy punkty.
Zanim jednak fani skakali z radości, przeżywali dramat. Dzięki trafieniu Malasińskiego, Podhale było praktycznie w finale. Znów świetnie bronił Zborowski. Zatrzymywał w nieprawdopodobny sposób najlepszych snajperów miejscowych. Parzyszek, Paciga, Bacul, Woźnica przegrywali pojedynek za pojedynkiem. Przyjezdni kontrowali i tylko bardzo dobra postawa Sobeckiego chroniła przed wyższą porażką.
Gospodarze nie mogli znaleźć recepty na odwrócenie losów spotkania. Wtedy sprawy w swoje ręce wzięli fani. W przerwie między druga a trzecią tercją zawitali liczną grupą w szatni GKS-u. - Sytuacja ta mocno nas zaniepokoiła. Na pewno będziemy ją wyjaśniać. Jako działacze jesteśmy dalecy od takiej formy motywowania - skomentował całe zajście dyrektor klubu, Karol Pawlik. Grupa ta pojawiła się również po meczu, ale wówczas zareagowała ochrona.
- Chłopcy byli wystarczająco nabuzowani. Powiedzieliśmy sobie kilka słów. Każdy wziął je sobie do serca, które później zostawił na lodzie - tłumaczył Vavrecka. Jego zawodnicy przeszli prawdziwą metamorfozę. - Udowodniliśmy niedowiarkom, że potrafimy. Zagraliśmy ambitnie i pokazaliśmy charakter - powiedział Adam Bagiński, strzelec wyrównującego gola.
- Wytrzymaliśmy tylko dwie tercje. Po kontuzji Zapały musieliśmy przetasować formacje i wszystko się posypało. Nie wytrzymaliśmy narzuconego tempa - podsumował Milan Jancuska, trener nowotarżan.
Zanim jednak fani skakali z radości, przeżywali dramat. Dzięki trafieniu Malasińskiego, Podhale było praktycznie w finale. Znów świetnie bronił Zborowski. Zatrzymywał w nieprawdopodobny sposób najlepszych snajperów miejscowych. Parzyszek, Paciga, Bacul, Woźnica przegrywali pojedynek za pojedynkiem. Przyjezdni kontrowali i tylko bardzo dobra postawa Sobeckiego chroniła przed wyższą porażką.
Gospodarze nie mogli znaleźć recepty na odwrócenie losów spotkania. Wtedy sprawy w swoje ręce wzięli fani. W przerwie między druga a trzecią tercją zawitali liczną grupą w szatni GKS-u. - Sytuacja ta mocno nas zaniepokoiła. Na pewno będziemy ją wyjaśniać. Jako działacze jesteśmy dalecy od takiej formy motywowania - skomentował całe zajście dyrektor klubu, Karol Pawlik. Grupa ta pojawiła się również po meczu, ale wówczas zareagowała ochrona.
- Chłopcy byli wystarczająco nabuzowani. Powiedzieliśmy sobie kilka słów. Każdy wziął je sobie do serca, które później zostawił na lodzie - tłumaczył Vavrecka. Jego zawodnicy przeszli prawdziwą metamorfozę. - Udowodniliśmy niedowiarkom, że potrafimy. Zagraliśmy ambitnie i pokazaliśmy charakter - powiedział Adam Bagiński, strzelec wyrównującego gola.
- Wytrzymaliśmy tylko dwie tercje. Po kontuzji Zapały musieliśmy przetasować formacje i wszystko się posypało. Nie wytrzymaliśmy narzuconego tempa - podsumował Milan Jancuska, trener nowotarżan.
Polecane
Polska Hokej Liga