GKS Tychy - Orlik 3-0. Mało goli, jeszcze mniej kar
Rywalizacja pretendenta do medali z beniaminkiem PHL przyniosła kilka nietypowych, jak na hokejowe realia, wydarzeń. Rzadko bowiem zdarza się mecz, w którym suma kar dla zawodników obu zespołów wynosi cztery minuty. Za spowodowanie upadku przeciwnika raz lodowisko opuścił Bartłomiej Pociecha, z tego samego powodu przymusową pauzę zaliczył Bartłomiej Bychawski.
Niedużo pracy w przekroju całego spotkania miał Stefan Zigardy, opolanie oddali tylko 16 strzałów, w ostatniej tercji 3. Niemal dwukrotnie częściej uderzali na bramkę Orlika tyszanie. Zanotowali 10-procentową skuteczność. Pod koniec pierwszej części meczu „gumę” do celu skierował Kacper Różycki, zwieńczył akcję Josefa Vitka i Adriana Parzyszka. Na kolejne bramki kibice czekali niespełna 40 minut. W krótkim odstępie czasu John Murray skapitulował dwa razy. Vitek z bliska dopełnił formalności, Maxim Kartoshin gola zdobył przy odrobinie szczęścia, krążek po jego strzale odbił się od obrońcy, następnie wpadł do bramki.