GKS Tychy - Naprzód 4-6. Blisko rok czekali na ten dzień
17.01.2010
Kibice miejscowych jeszcze na dobre nie zdążyli otworzyć swoich paczek ze słonecznikiem, którego łuskanie jest obowiązkową tradycją, a ich pupile przegrywali trzema bramkami. Zaskoczenie było tym większe, że po słabym występie z Jastrzębiem wierzyli w gładkie ogranie Naprzodu.
Problem polegał jednak na tym, że do składu tyszan powróciło dwóch obrońców (Jakesz, Kotlorz), ale ubyło dwóch napastników (Parzyszek - kłopoty z pachwiną oraz Paciga - na porannym rozjeździe zgłosił ból barku). W defensywie ponownie wystąpił napastnik Proszkiewicz, który jak trzeba było gonić wynik, łatał dziury również w ataku.
GKS zdołał się otrząsnąć i wyszedł nawet na prowadzenie. O to właśnie miał pretensje do swoich kolegów Michał Elżbieciak. - Nie rozumiem, jak można grać dwie bardzo dobre tercje, a jedną katastrofalnie - dziwił się golkiper gości, który został podbudowany przez swojego kapitana i ponownie zaczął bronić jak w transie. Inni również dotrzymali mu kroku i pierwsza prawie od roku wygrana janowian z tyszanami (ostatni raz Naprzód zwyciężył w play-off po rzutach karnych w Walentynki) stała się faktem.
- Radość jest ogromna. Powoli łapiemy rytm. Gramy przede wszystkim ofensywniej i to przynosi efekt - cieszył się Tomasz Jóźwik, napastnik przyjezdnych. - Niezwykle cenne trzy punkty. Powinny mocno nas podbudować - Krzysztof Kulawik, trener katowiczan, podkreślał rangę osiągniętego rezultatu.
Goście mieli powody do radości. Gospodarze mają natomiast czym się martwić. Przegrali trzeci mecz z rzędu, ale już nie tylko o wynik chodzi. Styl pozostawia wiele do życzenia, a już za tydzień niezwykle ważny pojedynek z Cracovią. - Mam nadzieję, że podstawowi zawodnicy wrócą do składu, bo będzie naprawdę ciężko. Zmęczenie, kontuzje, słaba już psychika, to wszystko sprawiło, że dopadł nas kryzys - podsumował Sławomir Krzak, hokeista GKS-u.
Problem polegał jednak na tym, że do składu tyszan powróciło dwóch obrońców (Jakesz, Kotlorz), ale ubyło dwóch napastników (Parzyszek - kłopoty z pachwiną oraz Paciga - na porannym rozjeździe zgłosił ból barku). W defensywie ponownie wystąpił napastnik Proszkiewicz, który jak trzeba było gonić wynik, łatał dziury również w ataku.
GKS zdołał się otrząsnąć i wyszedł nawet na prowadzenie. O to właśnie miał pretensje do swoich kolegów Michał Elżbieciak. - Nie rozumiem, jak można grać dwie bardzo dobre tercje, a jedną katastrofalnie - dziwił się golkiper gości, który został podbudowany przez swojego kapitana i ponownie zaczął bronić jak w transie. Inni również dotrzymali mu kroku i pierwsza prawie od roku wygrana janowian z tyszanami (ostatni raz Naprzód zwyciężył w play-off po rzutach karnych w Walentynki) stała się faktem.
- Radość jest ogromna. Powoli łapiemy rytm. Gramy przede wszystkim ofensywniej i to przynosi efekt - cieszył się Tomasz Jóźwik, napastnik przyjezdnych. - Niezwykle cenne trzy punkty. Powinny mocno nas podbudować - Krzysztof Kulawik, trener katowiczan, podkreślał rangę osiągniętego rezultatu.
Goście mieli powody do radości. Gospodarze mają natomiast czym się martwić. Przegrali trzeci mecz z rzędu, ale już nie tylko o wynik chodzi. Styl pozostawia wiele do życzenia, a już za tydzień niezwykle ważny pojedynek z Cracovią. - Mam nadzieję, że podstawowi zawodnicy wrócą do składu, bo będzie naprawdę ciężko. Zmęczenie, kontuzje, słaba już psychika, to wszystko sprawiło, że dopadł nas kryzys - podsumował Sławomir Krzak, hokeista GKS-u.
Polecane
Polska Hokej Liga