GKS Tychy - JKH Jastrzębie 7-2. Dwie pary obrońców też wystarczą

08.12.2009
Jeden atak i dwie pary obrońców tyskiego GKS-u wystarczyły aby rozbić JKH. Jastrzębianie z "niewyjaśnionych" powodów praktyczne przeszli obok meczu.
Pod nieobecność m.in. Jakesza, Gonery i Mejki trener GKS-u, Jan Vavrecka, miał do dyspozycji tylko pięciu obrońców. Dla wicemistrza nawet taki problem nie jest straszny i do boju wyszły dwie pary defensorów. Ciężko, no ale cóż, taka zaistniała sytuacja - wydusił zziajany Łukasz Sokół. Krokosz nie zmienił kolegów nawet jak ci przebywali na ławce kar. Lukę łatał wówczas napastnik, Proszkiewicz.

- Sporo sił musieliśmy włożyć w to spotkanie, a szczególnie oni. Wielkie brawa w ich kierunku - chwalił kompanów Adrian Parzyszek. Kapitan tyszan miał za co, bo Jastrzębie zdobyło tylko dwie bramki. A przy świetnej dyspozycji pierwszego ataku GKS praktycznie rozbił rywala.

- Zacytuję słowa Vavrecki powiedziane po pojedynku u nas: "nie zagraliśmy na 100 procent" - rozkładał ręce szkoleniowiec JKH, Wojciech Matczak, dla którego było to pierwsze spotkanie na lodowisku w Tychach, gdzie świętował największe sukcesy. Nawet podczas konferencji Karol Pawlik, dyrektor gospodarzy, z przyzwyczajenia pomyłkowo przedstawił go jako ich trenera.

Wycieczka na "stare śmieci" nie zostanie jednak zapisana do udanych, a jednym z katów gości był Matczak "junior", który zaliczył premierowe trafienie przeciwko zespołowi ojca. - W innych okolicznościach gol z pewnością by mnie cieszył - powiedział Matczak "senior".

Dlaczego jastrzębianie nie wykorzystali osłabienia przeciwnika mając do dyspozycji pełne cztery piątki? - Z takim podejściem nie da się wygrać. Oprócz słabej postawy zadecydowały również inne względy. A co do czwartej piątki, to nie była przygotowana do boju. Zresztą skoro dwie pary obrońców miejscowych nie zmęczyły się przy trzech atakach, to myślę, że kolejny nie zrobiłby na nich różnicy - odpowiedział tajemniczo opiekun przyjezdnych. Czyżby JKH dopadł ten sam problem, który nęka większość zespołów, czyli brak terminowych wypłat dla zawodników?

Wygraną GKS okupił kolejnymi kontuzjami. Przedwcześnie do szatni zjechali Garbocz i Bagiński. - Za chwilę jadę do szpitala i będzie wiadomo jak poważny jest uraz barku - powiedział pierwszy z nich po końcowej syrenie. Drugi natomiast zmaga się z pachwiną.

- Nie wiem w jakim składzie wyjdziemy w kolejnych pojedynkach - martwił się Vavrecka. - Może Proszkiewicz zagra w obronie. Całkiem dobrze sobie radził - żartował. - Zmęczenie wyczerpującym meczem również może dać o sobie znaki - dopowiadał Sokół.
autor: Mariusz Polak

Przeczytaj również