GKS Tychy - JKH 3-2. Zwycięstwo wywalczone w końcówce
Pomału regułą staje się słabsza postawa podopieczny Jiriego Sejby w pierwszych tercjach. Podobnie jak w trzech poprzednich meczach, tyski zespół musiał dzisiaj gonić wynik. Jastrzębianie w tej części rywalizacji byli stroną dominującą, częściej atakowali. W ostatniej minucie dopięli swego. Artem Bondariev zza bramki dograł do Tomasza Kulasa, ten nie pomylił się. Wcześniej precyzji zabrakło m.in. Petrowi Polodnie, Stefan Zigardy obronił strzał z bliskiej odległości.
Druga tercja przyniosła odmienną postawę obu zespołów, to gospodarze nadawali ton wydarzeniom na lodowisku. Tuż po wznowieniu gry, po trafieniu Rafała Galanta doprowadzili do wyrównania, krążek wylądował pod poprzeczką. W 38. minucie tyski GKS objął prowadzenie. Bramkę wypracował Jakub Witecki, wyłożył „gumę” Kacprowi Guzikowi, który w dogodnej sytuacji przymierzył precyzyjnie.
Trzecia cześć meczu trzymała w napięciu do ostatnich sekund. Po strzale Mateusza Bryka z wyrównania cieszyli się jastrzębianie. Po tym wydarzeniu oba zespoły dążyły do zdobycia bramki numer trzy. Ta sztuka udała się gospodarzom. W minucie 57. na uderzenie z okolic niebieskiej linii zdecydował się Nicolas Besch, decyzja okazał się słuszna, utonął w ramionach kolegów. Trener Robert Kalaber zareagował momentalnie, goście wycofali bramkarza. Wynik meczu zmianie nie uległ, a powinien, z dwóch metrów do pustej bramki nie trafił Marcin Kolusz.