GKS Tychy - Jastrzębie 6-0. Wicemistrz bez problemu ograł rewelację ligi
04.10.2009
- Przyjechaliśmy z nastawieniem defensywnym. Szybko jednak założenia legły w gruzach - przyznał niepocieszony szkoleniowiec gości. Tyszanie już na początku zaaplikowali rywalowi dwie bramki, a jeszcze przed pierwszą przerwą zdołali "ukłuć” po raz trzeci. - W drugiej odsłonie przeciwnik próbował nas przycisnąć, ale po czwartym trafieniu zeszło z niego powietrze. Było praktycznie po meczu - przyznał Michał Garbocz, napastnik GKS-u.
Miejscowi nie mieli jednak zamiaru spuszczać z tonu, a głównym sprawcą dramatu gości był Wołkowicz. - Zagraliśmy dobrze taktycznie. Nie pozwoliliśmy jastrzębianom rozwinąć skrzydeł - cieszył się "Wołek”, który uzbierał hat-tricka.
Przyjezdni byli całkowicie bezradni. Nie potrafili poważnie zagrozić bramce Sobeckiego nawet w podwójnej przewadze. Po piątym razie, gdy Kosowski musiał wyciągać krążek z siatki zjechał do boksu. Zastąpił go Mrula, który dodatkowo ostrzył swoje łyżwy, ale nie pomogło to w zachowaniu czystego konta.
- Po drugiej tercji dostaliśmy ochrzan od trenera. Mieliśmy zagrać ostatnią na zero z tyłu. Udało się i to był jedyny pozytyw tego spotkania - przyznał Mateusz Danieluk, napastnik JKH. - Ciężko cokolwiek powiedzieć skoro wynik mówi sam za siebie. GKS zagrał przede wszystkim z głową - podsumował Tomaszek.
Mecz zakończył z kontuzją Wojciech Bąkowski, opuszczając taflę na noszach. Na szczęście okazało się, że tylko mocno się potłukł.
Miejscowi nie mieli jednak zamiaru spuszczać z tonu, a głównym sprawcą dramatu gości był Wołkowicz. - Zagraliśmy dobrze taktycznie. Nie pozwoliliśmy jastrzębianom rozwinąć skrzydeł - cieszył się "Wołek”, który uzbierał hat-tricka.
Przyjezdni byli całkowicie bezradni. Nie potrafili poważnie zagrozić bramce Sobeckiego nawet w podwójnej przewadze. Po piątym razie, gdy Kosowski musiał wyciągać krążek z siatki zjechał do boksu. Zastąpił go Mrula, który dodatkowo ostrzył swoje łyżwy, ale nie pomogło to w zachowaniu czystego konta.
- Po drugiej tercji dostaliśmy ochrzan od trenera. Mieliśmy zagrać ostatnią na zero z tyłu. Udało się i to był jedyny pozytyw tego spotkania - przyznał Mateusz Danieluk, napastnik JKH. - Ciężko cokolwiek powiedzieć skoro wynik mówi sam za siebie. GKS zagrał przede wszystkim z głową - podsumował Tomaszek.
Mecz zakończył z kontuzją Wojciech Bąkowski, opuszczając taflę na noszach. Na szczęście okazało się, że tylko mocno się potłukł.
Polecane
Polska Hokej Liga
Przeczytaj również
05.08.2022
05.08.2022
Bez gola, bez błysku, bez punktów