GKS Tychy - Cracovia 3-4. Doping tyszan pomógł... krakowianom

20.11.2009
- Nie możemy cały czas z nimi wygrywać - przyznał Jan Vavrecka, trener GKS-u, tuż po porażce z Cracovią. Była to pierwsza przegrana tyszan w trzech meczach z mistrzem Polski w tym sezonie.
W dość okrojonym i przemeblowanym składzie wyszli tyszanie na pojedynek z Cracovią. Brak m.in. Parzyszka sprawił, że w pierwszym ataku zobaczyliśmy Galanta. - Był to mój debiut w tej formacji. Granie u boku takich zawodników jak Paciga czy Bacul, to spore wyróżnienie. Można się wiele nauczyć - przyznał 19-latek. To właśnie oni rozmontowali obronę gości i dzięki trafieniu tego drugiego GKS wyszedł na prowadzenie.

"Sztama" kibiców obu zespołów znana jest od dawna. Dlatego nie tylko pupile miejscowych mogli liczyć na doping. Gdy tylko publiczność zaczęła śpiewać, że "Cracovia rządzi w Krakowie", hokeiści mistrza Polski dostali skrzydeł i doprowadzili do remisu.

Decydująca jednak dla losów spotkania była druga odsłona. - Zagraliśmy naprawdę dobrą partię - cieszył się Rafał Radziszewski, golkiper przyjezdnych. Mógł mieć powody do radości, gdyż jego koledzy trzykrotnie zdołali umieścić krążęk w siatce. - Straciliśmy bramki na własne życzenie. Popełniliśmy kardynalne błędy. Złapaliśmy niepotrzebne kary i zostaliśmy dobici - kręcił głową Łukasz Sokół, który nie mógł odżałować sytuacji z pierwszej tercji, kiedy to przejechał całe lodowisko, ale akcji nie zakończył skutecznie. - Rywale zostawili trochę miejsca. Byłem jednak w ostatniej fazie "hakowany", "guma" odskoczyła i nie dałem rady już celnie przymierzyć - dodał.

Trener Vavrecka przeprowadził małe roszady w poszczególnych formacjach, ale na niewiele się to zdało. Dopiero w podwójnej przewadze nastąpił ostrzał bramki Cracovii. Śmiełowski przymierzył z "niebieskiej", ale... w słupek. Poprawił się za drugim razem i zmniejszył straty. Tuż przed końcem Sokół dodał jeszcze trochę wiary miejscowym, którzy ostatnie sekundy grali bez Sobeckiego. Nie zdołali jednak wyrównać i pierwszy raz w tym sezonie polegli z mistrzem.

- Nie możemy cały czas z nimi wygrywać. Chwała chłopcom, że walczyli do samego końca - podsumował Jan Vavrecka, szkoleniowiec GKS-u. Goście natomiast cieszyli się podwójnie. - Już nie te punkty były takie ważne, ale samo zwycięstwo, które poprawiło bilans naszych bezpośrednich spotkań. W tym sezonie powróciły "bonusy" (kto w sezonie zasadniczym w bezpośrednim pojedynku ma lepszy bilans, ten premiowany będzie w kolejnej fazie - przyp. red.), które mogą być bardzo istotne w play-off - zakończył Radziszewski.
autor: Mariusz Polak

Przeczytaj również