GKS - Sandecja 0-0. Seria meczów bez zwycięstwa trwa...

04.05.2013
GKS Katowice znów zawiódł swoich kibiców. Drużyna z Bukowej zremisowała trzeci mecz z rzędu i tym samym szarżę śląskiej jedenastki na miejsce w czołówce I ligi można chyba uznać za niebyłą.
Wydarzenie
Po godzinie gry GieKSa wyszła z niezwykle groźną kontrą. Na prawym skrzydle piłkę przejął Janusz Gancarczyk, pobiegł w okolice linii końcowej boiska i zagrał wzdłuż linii bramkowej, gdzie na długim słupku futbolówkę wślizgiem atakował już Deniss Rakels. Łotysz z pewnością trafiłby do siatki, ale uprzedził go świetną interwencją Piotr Kosiorowski.

Bohater
Mianowanie któregokolwiek z aktorów sobotniego spotkania bohaterem byłoby piłkarskim świętokradztwem. Z czystym sumieniem tytuł ten można jednak przyznać kibicom obu drużyn, którzy przez cały mecz prowadzili doping na wysokim poziomie. Gdyby zawodnicy zdołali choć w niewielkim stopniu dostosować się poziomem do fanów, to widowisko znacznie zyskałoby na jakości.

Rozczarowanie
GKS Katowice zremisował trzeci mecz z rzędu. Po raz kolejny uczynił to w bardzo kiepskim stylu. Piłkarze Rafała Góraka przez cały mecz nie potrafili stworzyć klarownej sytuacji pod bramką Marcina Cabaja. Na tle słabo grającej Sandecji nasz zespół niczym się nie wyróżnił. Po kilku niezłych występach na początku rundy wiosennej na Bukową wróciła normalność...

Co ciekawego
-
Przy Bukowej zagościło ok. 100 kibiców gości. wspieranych przez zaprzyjaźnionych fanów GKS-u Tychy. Przyjezdni pojawili się w Katowicach niespełna 25 minut przed pierwszym gwizdkiem, ale na stadion zostali wpuszczeni. Nie to co w stolicy...

- W pierwszych fragmentach spotkania po zagraniu Denissa Rakelsa przed szansą stanął Jewhen Rodionow. Pomocnik GieKSy nie zdołał jednak przyjąć futbolówki i zamiast do pustej bramki posłał piłkę za linię końcową...

- W odpowiedzi sprzed linii pola karnego gospodarzy groźnie uderzał Piotr Mroziński, a Łukasz Budziłek czubkami palców przerzucił piłkę tuż nad poprzeczką.

- Im bliżej było przerwy tym bardziej spotkanie traciło na jakości. Miejsca piłce nożnej ustępował chaos. Oba zespoły nie były w stanie w najmniejszym wręcz stopniu zagrozić bramce rywala.

- Nie inaczej gra wyglądała po przerwie. Optyczną przewagę posiadała GieKSa, ale im bliżej katowiczanie byli bramki Cabaja tym gorzej. Sandecja nastawiona na grę z kontrataku także Budziłka za bardzo nie postraszyła.

- GKS mógł losy meczu odwrócić w końcówce, kiedy po szybkiej kontrze i dograniu Gancarczyka z praktycznie zerowego kąta na pustą bramkę gości uderzał Grzegorz Fonfara, ale... trafił w boczną siatkę.

- O poziomie widowiska i zaangażowaniu obu drużyn świadczyć może fakt, że sędzia Artur Aluszyk po pierwszą żółtą kartkę musiał sięgnąć w ostatnich sekundach regulaminowego czasu gry drugiej połowy...

- Spotkanie z perspektywy trybun obserwował Jacek Zieliński, trener Ruchu Chorzów.
autor: Marcin Ziach

Przeczytaj również