GKS - Rozwój 3-0. "Gdyby mój zawodnik nie podawał rywalowi..."

02.02.2011
Już od pierwszych tej zimy sparingów piłkarze GKS-u Katowice rozpoczęli rozbudzać apetyty kibiców. Po skromnym zwycięstwie z Zagłębiem Lubin przyszło bardziej efektowne - z Rozwojem.
III-ligowca ze Zgody dzieli od GieKSy różnica kilku klas, ale długimi momentami widać wcale jej nie było. - Tak do 60. minuty - wskazał Mirosław Smyła, trener Rozwoju, i od razu tłumaczył powód: - Bałem się trochę tego spotkania, bo przecież jesteśmy po ciężkim obozie. Nie ma szans, by moi piłkarze nie byli zmęczeni. Dlatego jestem z nich dumny, że na takim zmęczeniu, tak obolali, zdołali wykrzesać z siebie siły i przez godzinę nawiązać z GKS-em równą walkę. Później było już gorzej, ale nie mogło być inaczej, więc nie ma się co denerwować - podkreślał Smyła.

Generalnie, powodów do nerwów nie miał też Wojciech Stawowy. GieKSa nie grała ani źle, ani świetnie - po prostu robiła swoje. Momentami mogła też liczyć na poważne błędy w defensywie rywala. - Gdyby mój zawodnik nie podał dwa razy piłki przeciwnikowi, to GKS nie stworzyłby sobie w pierwszej połowie żadnej sytuacji - przekonywał Smyła. A tak, już przed przerwą III-ligowiec był dwa trafienia "w plecy". Najpierw do siatki trafił Krzysztof Kaliciak. Drugiego gola - bardzo ładnym lobem - dołożył Bartosz Karwan.

Inna sprawa, że przy odrobinie szczęścia Rozwój mógł zdobyć jedną, dwie bramki... Groźnie z rzutu wolnego uderzał Rafał Lis, swoją szansę miał Adrian Mielec. Skuteczniejszy od nich był Tomasz Mazurkiewicz. Były zawodnik Arki Gdynia i Legii Warszawa, testowany na Bukowej, dostał idealne podanie i w równie dobrym stylu zamienił je na gola.

Smyle humoru to jednak nie popsuło. - Jak nie być zadowolonym z meczu z drużyną grającą dwa szczeble wyżej? Zwłaszcza że GKS ma przecież wiele ciekawych nazwisk. Dla nas takie mecze jak ten dzisiejszy czy niedawny z Ruchem Chorzów to świetna szansa, by uczyć się od lepszych. Chociażby cwaniactwa.
autor: Kamil Kwaśniewski

Przeczytaj również