GKS przekonał się, co znaczy turecki kierowca. "Zamykaliśmy oczy"
17.02.2011
GKS rozegrał wczoraj dwa sparingi. Marcin Gabor, asystent trenera Stawowego, zachwycał się nad stanem boiska, na którym rozgrywane było spotkanie. - Murawa równa niczym stół, pielęgnowana przed i błyskawicznie po meczu. Kończąc rozbieganie, już obserwowaliśmy nawadnianie trawy. Cztery położone obok siebie boiska prezentowały absolutnie wysoką klasę. Nic dziwnego, widząc dbałość pracowników o każdy szczegół - opisuje.
Gorzej już był natomiast z dojazdem na boisko. - Przekonaliśmy się, że obywatele Turcji nie są szczególnie związani ramami czasowymi - mówi Gabor. - Do pewnego momentu jazda przebiegała bez jakichkolwiek komplikacji. Gdy jednak zboczyliśmy z głównego szlaku, sytuacja zaczęła się tureckim przewodnikom wymykać spod kontroli. Wpierw dwa razy zawróciliśmy na wąziutkiej drodze, następnie podjechaliśmy pod stadion Antalyasporu, by przekonać się, że sparing zagramy jednak na skromniejszym obiekcie - opowiada.
A to nie było wszystko... - Czas uciekał nieubłaganie, a donośna wymiana zdań personelu na temat marszruty, czy rozmowy z przypadkowo napotkanymi ludźmi nie miały końca. Ostatecznie zdałem sobie sprawę, że towarzyski pojedynek nie rozpocznie się o wyznaczonej porze, gdy w ruch poszedł telefon i konsultacje nabrały tempa. Na szczęście, w końcu zameldowaliśmy się w umówionym miejscu.
Zupełnie inaczej, choć równie "atrakcyjnie" katowiczanie podróżowali na drugi sparing. Kierowca tym razem znał drogę na pamięć. A to oznaczało, że... - Szarżowaliśmy w sposób zapierający dech w piersiach i powodujący, że momentami zamykaliśmy oczy. Czasem nawet zastanawiałem się, czy kierowca zna rozkład wszystkich pagórków, wzniesień i próbuje nam dodać nieco adrenaliny - uśmiecha się Gabor.
- Po zakończeniu meczu ruszyliśmy w drogę powrotną, słuchając największych hitów z tureckiej listy przebojów. Po trzydziestu minutach delektowania się muzyką, coraz śmielej padały żartobliwe uwagi: - Może w końcu kierowca zmieni piosenkę… - mruży oko drugi trener GieKSy.
Gorzej już był natomiast z dojazdem na boisko. - Przekonaliśmy się, że obywatele Turcji nie są szczególnie związani ramami czasowymi - mówi Gabor. - Do pewnego momentu jazda przebiegała bez jakichkolwiek komplikacji. Gdy jednak zboczyliśmy z głównego szlaku, sytuacja zaczęła się tureckim przewodnikom wymykać spod kontroli. Wpierw dwa razy zawróciliśmy na wąziutkiej drodze, następnie podjechaliśmy pod stadion Antalyasporu, by przekonać się, że sparing zagramy jednak na skromniejszym obiekcie - opowiada.
A to nie było wszystko... - Czas uciekał nieubłaganie, a donośna wymiana zdań personelu na temat marszruty, czy rozmowy z przypadkowo napotkanymi ludźmi nie miały końca. Ostatecznie zdałem sobie sprawę, że towarzyski pojedynek nie rozpocznie się o wyznaczonej porze, gdy w ruch poszedł telefon i konsultacje nabrały tempa. Na szczęście, w końcu zameldowaliśmy się w umówionym miejscu.
Zupełnie inaczej, choć równie "atrakcyjnie" katowiczanie podróżowali na drugi sparing. Kierowca tym razem znał drogę na pamięć. A to oznaczało, że... - Szarżowaliśmy w sposób zapierający dech w piersiach i powodujący, że momentami zamykaliśmy oczy. Czasem nawet zastanawiałem się, czy kierowca zna rozkład wszystkich pagórków, wzniesień i próbuje nam dodać nieco adrenaliny - uśmiecha się Gabor.
- Po zakończeniu meczu ruszyliśmy w drogę powrotną, słuchając największych hitów z tureckiej listy przebojów. Po trzydziestu minutach delektowania się muzyką, coraz śmielej padały żartobliwe uwagi: - Może w końcu kierowca zmieni piosenkę… - mruży oko drugi trener GieKSy.
Polecane
I liga
Przeczytaj również
24.07.2022
24.07.2022
"GieKSa" w szoku przy pustym Blaszoku