GKS - Podbeskidzie 2-1 d. Katowiczanie: Puchar Polski znowu będzie nasz!

16.08.2013
GKS był lepszy od Podbeskidzia, ale by to udowodnić potrzebował dogrywki, dwóch rzutów karnych, czerwonej kartki dla rywali i wyrzucenia Czesława Michniewicza na trybuny. Myśli kibiców sięgają już... trofeum!
Wydarzenie
Czegoś takiego, co zdarzyło się w 73. minucie, nie pamiętamy. Ale po kolei. GieKSa wykonywała rzut rożny, ale Dariusz Łatka spokojnie wybił piłkę. Bielszczanie wyprowadzili groźną kontrę, po której Krzysztof Chrapek oddał strzał na bramkę. W polu karnym "Górali" leżał jednak jeden z katowiczan, więc sędzia wrócił do sytuacji i podbiegł do asystenta. Po chwili pokazał czerwoną kartkę Frankowi Adu, podyktował rzut karny dla GieKSy i wyrzucił na trybuny Czesława Michniewicza. "Jedenastkę" na bramkę zamienił Sławomir Duda, ale całą sytuację sędzia rozwiązał skandalicznie. Zastanawiamy się, co Mariusz Złotek by zrobił, gdyby kontra Podbeskidzia zakończyła się golem?

Bohater
Sławomir Duda. Pomocnik GieKSy przez cały mecz świetnie przerywał akcje i rozpoczynał ataki swojej drużyny, będąc łącznikiem pomiędzy ofensywą i defensywą. Parokrotnie groźnie uderzał z dystansu. Nie zadrżała mu też noga przy rzucie karnym. Wyróżnić należy również - tradycyjnie - Przemysława Pitrego, który w 105. minucie zdobył pięknym strzałem głową gola na wagę awansu do 1/8 finału Pucharu Polski.

Antybohater
Sędzia Mariusz Złotek. Przez cały mecz gwizdał niepewnie, momentami pozwalał na grę dwoma piłkami i doprowadzał trybuny do frustracji, ale sytuacja z golem dla GieKSy to kompromitacja całej trójki sędziowskiej. Nie wiemy, co się wydarzyło w polu karnym, jednak gdy arbiter chce pokazać czerwoną kartkę, ma obowiązek robić to od razu, a nie pozwalać dogrywać akcję do końca. Poza tym, zastanawia nas, od czego czterech sędziów ma ze sobą łączność?

Co ciekawego
- Bielszczanie w dziesiątkę zdołali doprowadzić do wyrównania. Deja dośrodkował z rzutu wolnego, a Błażej Telichowski uprzedził Łukasza Budziłka i głową strzelił do siatki.

- W 11. minucie błąd przy wyprowadzaniu piłki z własnej połowy popełnił Deja. GieKSa szybko to wykorzystała i w sytuacji sam na sam z Ladislavem Rybansky'm znalazł się Janusz Gancarczyk. Bramkarz sfaulował bocznego pomocnika - choć nie musiał - i sędzia podyktował "jedenastkę". Gancarczyk trafił jednak w słupek. Lepiej - co zauważył spiker - strzelali kibice w konkursie, który został rozegrany w przerwie.

- W 55. minucie cudowną, kombinacyjną akcję przeprowadzili katowiczanie. Goście tylko wodzili wzrokiem za piłką, ale w ostatniej chwili ocknął się Adu, który wybił ją z linii bramkowej po strzale Grzegorza Fonfary.

- Obaj trenerzy potraktowali mecz względnie poważnie. W składzie GieKSy doszło do trzech zmian w porównaniu do starcia z Okocimskim Brzesko, w tym do jednej wymuszonej kontuzją Michała Zielińskiego. Z kolei w Podbeskidziu doszło do czterech roszad.

- W Podbeskidziu po raz pierwszy od 1. minuty zagrali Mateusz Kupczak i Łukasz Żegleń. Występ obu można ocenić pozytywnie. Kupczak dobrze grał w odbiorze i próbował strzałów z dystansu, Żegleń pokazał, że umie się zastawiać. Najciekawszy występ w tym sezonie zaliczył też Rudolf Urban, który wniósł do gry "Górali" choć odrobinę nieszablonowości.

- Po raz kolejny na meczu Podbeskidzia można było spotkać Piotra Mandrysza. Były trener GKS-u Tychy nie próżnuje i regularnie odwiedza stadiony w całym województwie. Byli też Kamil Kosowski i Adrian Sikora.

- Czegoś takiego jeszcze nie widzieliśmy. Po ośmiu minutach meczu, w czasie jednej z przerw, Marcin Węglewski, asystent Czesława Michniewicza, podał kartkę Dei, który przekazał ją szybko Bartłomiejowi Koniecznemu. Kapitan Podbeskidzia przed rzutem rożnym wczytał się w przesyłkę od sztabu szkoleniowego.

- Podbeskidzie zagrało w nowym dla siebie ustawieniu 3-5-2. Deja, Konieczny i Telichowski byli stoperami, zaś Marcin Wodecki wystąpił w ataku.

- Jakieś małpy wydawały dziwne odgłosy, gdy przy piłce znajdował się Frank Adu Kwame. Żenujące.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również