GKS Katowice wciąż się rozkręca. Skuteczność już na "piątkę"

17.04.2010
W sparingu z GKS-em Tychy I-ligowiec zaimponował tym, co tej wiosny stanowiło jego bolączkę - skutecznością. - Cieszą zwłaszcza bramki Remigiusza Malickiego - mówi trener Robert Moskal.
- Bardzo zależało mi na tym sparingu, bo mając w perspektywie mecze w systemie sobota - środa - sobota, potrzeba nam jak największego pola manewru - tłumaczy Robert Moskal. I śmiało można powiedzieć, że po dzisiejszym spotkaniu to pole jest większe. W końcu pięć bramek w rywalizacji z piątym zespołem II ligi zachodniej robi wrażenie...

Mniejsze - spora część pierwszej połowy, kiedy to GKS stracił gola. - Tychy grały naprawdę dobrą piłkę, my mieliśmy problemy w środku pola - przyznaje trener GieKSy. Ale od pewnego momentu to jego zawodnicy przejęli kontrolę nad boiskowymi wydarzeniami. Nie przeszkodził w tym brak Adriana Napierały, który na jednym z ostatnich treningów zgłosił uraz barku.

Filara defensywy udanie zastąpił Łukasz Uszalewski. Jeszcze bardziej zaimponował natomiast Remigiusz Malicki. Wypożyczony z Gwarka Zabrze napastnik najpierw wyrównał, a później wyprowadził GKS na prowadzenie, w obydwu przypadkach kierując piłkę do siatki głową. - Co jak co, ale ten element opanował bardzo dobrze. Oba te gole miały zresztą swoją urodę. To cieszy, zwłaszcza że Malickiego kłopoty ze zdrowiem długo nie omijały - zauważa Moskal.

Dziś, już w trakcie meczu, stały się one za to udziałem Jakuba Dziółki, Mateusza Niechciała i Michała Nowaka. - Ale to chyba tylko drobne dolegliwości - podkreśla szkoleniowiec, który wciąż czeka na powrót do treningów Tomaszów: Hołoty i Owczarka oraz Mateusza Sroki. Na ten moment wszystko wskazuje na to, że pełną kadrę będzie miał do swojej dyspozycji od wtorku.
autor: Kamil Kwaśniewski

Przeczytaj również