GKS Katowice - Warta 1-1. "Teraz dotrze do nas, że gra idzie o życie!"

13.08.2010
Piłkarze z Bukowej wreszcie grali na miarę oczekiwań, ale po godzinie pogubili się. W całym meczu zmarnowali multum okazji. - To jest... Nie chcę używać brzydkich słów - rzucił Jacek Kowalczyk.
Była 60. minuta spotkania, kiedy GKS Katowice przeprowadzał kolejny atak na bramkę gości. Trudno zliczyć który, bo tych było w piątek bez liku. Wreszcie z bardzo dobrej strony pokazywał się Przemysław Pitry, jak rok temu błyszczał Krzysztof Kaliciak... Poznaniacy nie istnieli. W GKS-ie każdy natomiast wiedział, co ma robić. Mało tego. Niektórzy wychodzili nawet z własną inicjatywą, jak choćby Paweł Olkowski, który jeszcze w pierwszym kwadransie zmylił rywali, schodząc spod prawej linii na lewą nogę. Uderzył tak, że już w zaledwie drugim spotkaniu w barwach katowiczan mógł cieszyć się z debiutanckiego trafienia.

Tyle że inni tak skuteczni nie byli. - GKS mocno zaczął i zasłużenie zdobył gola, stwarzał następne sytuacje. Nie wykorzystując ich, dał nam szansę się odbić, co też zrobiliśmy po przerwie. Zaczęliśmy śmielej atakować, pojawiły się sytuacje - komentował Marek Czerniawski, szkoleniowiec przyjezdnych. I w końcu jego graczom się udało. - Poszła wrzutka na długi słupek, ktoś zgubił indywidualne krycie, zgrana piłka i stało się - opisywał Jacek Kowalczyk. A jakby tego było mało, po kilku minutach za drugą żółtą kartkę z boiska wyleciał Olkowski!

Od tej chwili spotkanie zupełnie zmieniło swój obraz. GieKSa mogło równie dobrze wyjść na prowadzenie, jak i oddać je Warcie. Stanęło na remisie, już drugim z rzędu na własnym boisku. Innymi słowy, ogromne rozczarowanie. - Nie da się meczu wygrać - obojętnie, na jakim szczeblu - stwarzając tyle sytuacji i zdobywając z tego tylko jedną bramkę.To jest... Nie chcę używać brzydkich słów. Tak grać nie możemy. Wiedzieliśmy, że jedna bramka do zwycięstwa nam nie wystarczy. Teraz pretensje możemy mieć tylko i wyłącznie do samych siebie. Rywal był przecież na łopatkach. Wydawało się, że kolejne gole to kwestia czasu - westchnął Kowalczyk.

- Trudno po takim meczu zebrać myśli. To było nieprawdopodobne spotkanie. Ułożyło się tak jak sobie zakładaliśmy, bo szybko udało się zdobyć gola. Wreszcie graliśmy w piłkę. Zemściła się na nas natomiast nonszalancja, którą pokazaliśmy w paru momentach.  Pozwoliliśmy przeciwnikowi dojechać. Teraz dotrze do nas, że tutaj gra toczy się o życie! Bo wydaje mi się, że do tej pory nie do wszystkich dotarło - kręcił głową Dariusz Fornalak, trener GKS-u.

Usatysfakcjonowani byli tylko poznaniacy. - Pamiętając o tym, co działo się w pierwszej połowie, musimy się z tego wyniku cieszyć. Z tej dalekiej podróży dojeżdżaliśmy i dosłownie, i w przenośni. Z Poznania ruszyliśmy bowiem dzisiaj o 13:00. To było widać już na boisku. GKS odjeżdżał nam od samego początku - nie krył Czerniawski.
autor: Kamil Kwaśniewski

Przeczytaj również