GKS Katowice - Sandecja 2-3. Tak naprawdę GieKSa strzeliła... pięć goli

23.10.2010
GieKSa nie dość, że popełniała w obronie fatalne błędy, to jeszcze trafiła na świetnie dysponowanego rywala. - Chłopcy zagrali najlepszy mecz za mojej kadencji - przyznał trener Dariusz Wójtowicz.
- Takiego meczu nie powstydziliby się nawet w ekstraklasie - przyznali solidarnie po ostatnim gwizdku sędziego obaj trenerzy. Gorzej, że błędów w obronie, jakie popełniał GKS Katowice, trzeba byłoby się wstydzić nawet w niższych klasach! - My dzisiaj strzeliliśmy nie dwie, a pięć bramek. Nie można wygrać, jeśli w październiku rozdaje się takie prezenty - denerwował się Wojciech Stawowy, szkoleniowiec gospodarzy.

W oczy rzuciła się zwłaszcza sytuacja, która poprzedziła trzeciego gola gości - wykopnięta bez większego pomysłu przez jednego z graczy Sandecji piłka bezkarnie mijała zawodników GKS-u aż Arkadiusz Aleksander... znalazł się oko w oko z Maciejem Wierzbickim. - To był przypadek. Któryś z chłopaków źle obliczył tor lotu piłki i stało się - bronił kolegów Rafał Sadowski.

Stawowy stawiał natomiast konkretne zarzuty. - Moi zawodnicy byli zdekoncentrowani i niekonsekwentni - zaznaczał. Wprost rozpromieniony postawą swoich graczy był natomiast Dariusz Wójtowicz. - Wielki szacunek dla nich. Zagrali najlepsze spotkanie za mojej kadencji - nie krył trener Sandecji. - Skala trudności tego meczu była bardzo wysoko, a mimo to wygraliśmy w pełni zasłużenie. Nie świadczy o tym sama bramka na 3-2, ale liczba sytuacji, jakie mieliśmy w drugiej połowie - wskazywał Wójtowicz.

Katowiczanom zaś pozostało cieszyć się z dużo już niż w ostatnich tygodniach skuteczności. Po raz ostatni dwa gole GKS wbił przeciwnikowi sześć kolejek temu...

- Oni łapią formę. W następnych meczach będą groźni dla każdego - uznał Aleksander.

autor: Kamil Kwaśniewski

Przeczytaj również