GKS Katowice - Sandecja 0-1. Utrzymali się, ale musieli przepraszać

01.06.2010
Czarna seria GieKSy trwa! Zespół nie zdobył punktu ani nawet gola w piątym kolejnym meczu. - Ktoś chyba nad nami czuwał, że mimo to udało się uratować ligę - przyznał kapitan Jacek Gorczyca.
- Jedyne, z czego możemy się dzisiaj cieszyć, to utrzymanie - kręcił głową Piotr Plewnia. Okoliczności, w jakich GieKSa ligowy byt sobie zapewniła, są jednak... makabryczne. Dzisiaj przegrała piąty z rzędu mecz! Piąty do zera... - Ktoś chyba nad nami czuwał, że mimo takiej serii udało się uratować ligę - przyznał Jacek Gorczyca, który bardzo dobrze poradził sobie ze strzałami Marcina Stefanika i Rudolfa Urbana. Zresztą, goście okazji mieli naprawdę sporo.

I w końcu - za sprawą Marcina Bębenka - dopięli swego. - Przypieczętowaliśmy tym golem to, na co zasłużyliśmy sobie już w pierwszej połowie. Stworzyliśmy wtedy zdecydowanie więcej sytuacji niż GKS. Po przerwie mecz nieco się wyrównał, ale i tak wygraliśmy w pełni zasłużenie - komentował Dariusz Wójtowicz, szkoleniowiec Sandecji.

Dużo trudniejsze chwile musiał przeżywać Robert Moskal. Trener GieKSy został - na skutek swojego niesportowego zachowania podczas spotkania z GKP Gorzów Wielkopolski - zawieszony i dzisiaj zasiadł tylko na trybunach. Z ich wysokości oglądał, jak katowickiej drużynie w starciu z jego niedawnym jeszcze pracodawcą wyraźnie brakuje argumentów z przodu...

- Jak się nie ma czym straszyć w ataku, to wystarczy jeden gol rywala i jest po sprawie - podkreślał zastępujący Moskala również na konferencji prasowej jego asystent, Henryk Górnik. - Żałuję zwłaszcza sytuacji Dudzica. On musiał coś takiego strzelić! Chłopak fajnie wyprowadza piłkę, ale potem nic z tego nie ma. Malicki z kolei się gubi. Nie potrafi jeszcze unieść tego ciężaru. Pamiętajmy, że to jest rocznik 1990 - zauważył Górnik. Stanęło na tym, że w końcówce do linii ataku został przesunięty... Adrian Napierała. - Ze Stalową Wolą to dało efekt - przypomniał Plewnia.

Ale drugi raz już się nie powiodło... - Pozostaje nam tylko przeprosić za swoją postawę - nie krył skrzydłowy GieKSy. Podziękowania należą się za to MKS-owi Kluczbork, który ograł na wyjeździe płocką Wisłę. - Nie chcieliśmy w przerwie sprawdzać wyniku ich meczu. Graliśmy dla kibiców, chociaż wiem, że za bardzo nam to nie wyszło - "Plewka" bił się w pierś.

Z drugiej strony, również w szeregach Sandecji słychać było głosy rozczarowania. Tyle że z powodu wcześniejszych pojedynków, które przekreśliły jej szanse na awans. Na Bukowej zaś o tym, że jeszcze niedawno to GKS wymieniano w gronie kandydatów do elity, nikt już nie pamięta.

Dodajmy, że największe brawa na trybunach Bukowej rozległy się wtedy, gdy spiker ogłosił, że Górnik Zabrze wygrał w Ząbkach i jest już w ekstraklasie.

Konferencja prasowa

Dariusz Wójtowicz
(trener Sandecji): Przyjechaliśmy tu po trzy punkty, bo dawały nam one pewne trzecie miejsce na koniec sezonu. Liczyliśmy też po cichu, że Dolcan sprawi niespodziankę i wygra z Górnikiem. Nie udało mu się, ale mimo to kończymy rozgrywki bardzo wysoko. Teraz czas na działaczy, aby wzmocnić ten zespół, bo wzmocnienia są konieczne. Zwłaszcza że drugi sezon jest dla beniaminka zawsze trudniejszy.

Henryk Górnik (drugi trener GKS-u): Sytuacje mieliśmy. Oprócz Dudzica również Plewnia. Bardzo chcieliśmy ten mecz zremisować. Ja już nie mówię, że wygrać... Wiedzieliśmy, że będzie to bardzo trudne spotkanie, bo rywal przecież miał jeszcze cień szansy na awans. Mogliśmy mu przeciwstawić tylko walkę.
autor: Kamil Kwaśniewski

Przeczytaj również