GKS Katowice - od zera do bohatera

12.06.2009
Skrajnie odmienne oblicza pokazali katowiczanie. Horror zakończył się jednak happy endem. Adam Nawałka i spółka uratowali ligę, by w następnym sezonie mierzyć już wyżej.
[b]Komentarz[/b]
Adam Nawałka[b] [/b](trener zespołu): Plan został zrealizowany. Można powiedzieć, że wykonaliśmy go nawet z małą nadwyżką, bo przecież byliśmy przygotowani na to, że sezon zakończymy barażami. Ale z drugiej strony do końca wierzyliśmy, że uda się nam ich uniknąć. Zawodnicy wykonali fantastyczną pracę. Wykazali się niezwykłym zaangażowaniem i niezłomnością.

[b]Głos eksperta[/b]
Paweł Sobczak (były piłkarz GKS-u): Jestem pod wrażeniem pracy, jaką wykonuje trener Nawałka. W grze drużyny widać jego zmysł taktyczny. A przecież o wyniki było tym trudniej, że chłopcy - choćby nie wiem jak chcieli - nie mogli uciec od kłopotów klubu. GieKSa na utrzymanie zasłużyła jak chyba żaden inny z zespołów broniących się przed spadkiem.

[b]Plusy[/b]
Paradoksalnie, wszystko, co najlepsze, działo się w Katowicach już po tym, jak pod koniec ubiegłego roku na jaw wyszła fatalna sytuacja finansowa klubu. Na przekór problemom, nastała jednak świetna runda wiosenna. Bo 27 punktów na 45 możliwych to - jak na tak młody skład - wynik imponujący. "Wypaliła" koncepcja Nawałki, który odważnie postawił na wychowanków klubu: Kamila Cholerzyńskiego, Mateusza Srokę i Tomasza Hołotę. Szkoleniowiec szybko stał się zresztą idolem całych Katowic. Przysłowiowym strzałem w dziesiątkę okazało się też ściągnięcie zimą Grzegorza Goncerza i Mateusza Kamińskiego.

[b]Minusy[/b]
Katastrofalna forma zespołu w pierwszej części sezonu, czego apogeum była kompromitująca porażka na własnym terenie z Turem Turek w stosunku aż 1-4. Spotkanie to zresztą rozgrywane było już przy pustych trybunach. To z kolei efekt zamieszek na trybunach podczas wcześniejszego meczu z Jastrzębiem. Kara czterech domowych potyczek bez udziału publiczności jeszcze mocniej unaoczniła braki w klubowej kasie. Sytuacja była na tyle poważna, że w zimie przyszłość GieKSy stanęła pod wielkim znakiem zapytania.

[b]Najlepszy zawodnik[/b]
Piotr Plewnia - świetne momenty mieli Jacek Gorczyca, Bartosz Iwan czy Mateusz Sroka. W przekroju całego sezonu na największe brawa zasługuje jednak popularny "Plewka". Motor napędowy z jednej, a siła doświadczenia z drugiej strony. Lata lecą, ale tak ułożonej lewej nogi doświadczonemu skrzydłowemu mogłaby pozazdrościć spora część zawodników z ekstraklasy.
[b]
Najlepszy mecz[/b]
GKS - Widzew Łódź 3-2. Jaworzno, gdzie na wiosnę grali katowiczanie, takiego widowiska nie widziało od czasów świetności Szczakowianki. GieKSa - w myśl przyświecającej jej w minionej rundzie zasady "rozkręcamy się po przerwie" - po pierwszej połowie przegrywała. Ale po zmianie stron gospodarze - w kilkanaście minut - zdemolowali rywali trzema bramkami. Kontaktowe trafienie w końcówce wystarczyło łodzianom tylko do podniesienia atrakcyjności tego spektaklu.

[b]Rozczarowanie[/b]
Nie sposób wymienić jednego tylko gracza. Tych, którzy zawiedli, było bowiem kilku. Daniel Treściński, Grzegorz Bonk czy Daniel Onyekachi przychodzili na Bukową przed sezonem, a już na jego półmetku musieli szukać sobie nowych pracodawców. To chyba najlepszy komentarz.
autor: Kamil Kwaśniewski

Przeczytaj również