GKS Katowice - Nieciecza 0-0. Na polu paintballowym było łatwiej...
09.10.2010
Wycieczka na pole paintballowe, jaką przed meczem z Niecieczą zaserwował swoim piłkarzom Wojciech Stawowy, miała nastawić ich celowniki. Jak się okazało, nie nastawiła. - Tam było łatwiej - westchnął Gabriel Nowak, obrońca katowiczan, którzy stworzyli sobie tyle okazji, że choć jedną bramkę mieli wręcz obowiązek strzelić. Na ich drodze stawał jednak jeszcze do niedawna jeden z nich, Maciej Budka.
- Nie ma co ukrywać, że trochę pracy miałem - przyznał golkiper gości. - Najbardziej GKS powinien chyba żałować sytuacji sam na sam Janusza Dziedzica. Jak było? Dobrze skróciłem kąt, a on strzelił we mnie - opisywał Budka. Szans na interwencję nie miał natomiast po strzale z dystansu Przemysława Pitrego. Pech chciał jednak, że piłka zatrzymała się na słupku...
Dla równowagi Marcin Szałęga, gracz beniaminka, obił poprzeczkę bramki Macieja Wierzbickiego. Ten zresztą zaliczył kolejny udany występ, broniąc w trudnych okolicznościach uderzenia wspomnianego Szałęgi i Łukasza Szczoczarza. Bo Nieciecza, choć ustawiona z tyłu, swoje w ofensywie też potrafiła pokazać. - W pierwszej połowie zagraliśmy defensywnie i przyjęliśmy rywala na własnej połowie, licząc na kontry. Tych nie było, ale pojawiły się za to po przerwie - zauważył Mirosław Hajdo, szkoleniowiec przyjezdnych. - Remis cieszy, ale mogliśmy pokusić się nawet o więcej. Inna sprawa, że nikt dzisiaj nie zasłużył na porażkę - dodał.
- Pozostaje niedosyt, ale zgadzam się z trenerem gości. Nie mogę zarzucić chłopakom braku zaangażowania. Dali z siebie wiele i za to chcę ich pochwalić. Musimy natomiast zwrócić w tygodniu szczególną uwagę na skuteczność - podkreślił z kolei Stawowy, dla którego była to pierwsza strata punktów przed własną publicznością.
- Nie ma co ukrywać, że trochę pracy miałem - przyznał golkiper gości. - Najbardziej GKS powinien chyba żałować sytuacji sam na sam Janusza Dziedzica. Jak było? Dobrze skróciłem kąt, a on strzelił we mnie - opisywał Budka. Szans na interwencję nie miał natomiast po strzale z dystansu Przemysława Pitrego. Pech chciał jednak, że piłka zatrzymała się na słupku...
Dla równowagi Marcin Szałęga, gracz beniaminka, obił poprzeczkę bramki Macieja Wierzbickiego. Ten zresztą zaliczył kolejny udany występ, broniąc w trudnych okolicznościach uderzenia wspomnianego Szałęgi i Łukasza Szczoczarza. Bo Nieciecza, choć ustawiona z tyłu, swoje w ofensywie też potrafiła pokazać. - W pierwszej połowie zagraliśmy defensywnie i przyjęliśmy rywala na własnej połowie, licząc na kontry. Tych nie było, ale pojawiły się za to po przerwie - zauważył Mirosław Hajdo, szkoleniowiec przyjezdnych. - Remis cieszy, ale mogliśmy pokusić się nawet o więcej. Inna sprawa, że nikt dzisiaj nie zasłużył na porażkę - dodał.
- Pozostaje niedosyt, ale zgadzam się z trenerem gości. Nie mogę zarzucić chłopakom braku zaangażowania. Dali z siebie wiele i za to chcę ich pochwalić. Musimy natomiast zwrócić w tygodniu szczególną uwagę na skuteczność - podkreślił z kolei Stawowy, dla którego była to pierwsza strata punktów przed własną publicznością.
Polecane
I liga
Przeczytaj również
24.07.2022
24.07.2022
"GieKSa" w szoku przy pustym Blaszoku