GKS Katowice - najładniej przegrywający zespół w lidze
13.04.2017
Sugerując się poprzednimi meczami GieKSy przy Bukowej z czołówką, można się było spodziewać, że pojedynek GKS-u Katowice z Miedzią Legnica nie będzie efektowną wymianą ciosów. Tak też było - strzałów oglądaliśmy jak na lekarstwo. Z pierwszego kwadransa wyróżnić można jedynie zgranie piłki głową Olivera Prażnovskyego do Grzegorza Goncerza po wrzutce z rzutu wolnego. "Gonzo" trafił jednak w boczną siatkę.
Zdecydowanie częściej próbowała atakować GieKSa, jednak często brakowało ostatniego podania. Jak na przykład przy bardzo składnej akcji Alana Czerwińskiego, Grzegorza Goncerza i dośrodkowaniu Tomasza Foszmańczyka - zdecydowanie najbardziej aktywnego piłkarza GKS-u - Grzegorz Bartczak uprzedził w polu karnym Pawła Mandrysza.
Mandrysz chwilę później dostał piłkę i... prawdopodobnie popisał się "pudłem kolejki". Skandaliczne wybicie "z piątki" Pawła Kapsy sprokurowało sytuację, w której... trzech katowiczan wyszło na jednego zawodnika Miedzi. Foszmańczyk zagrał z prawego skrzydła do młodego zawodnika GKS-u, a ten z wyśmienitej pozycji nie trafił w bramkę. Gdyby skrzydłowy wiedział, że tuż za nim do strzału już szykował się Goncerz, zapewne zostawiłby piłkę. I zapewne GieKSa objęłaby prowadzenie...
Po przerwie gospodarze odważniej ruszyli na Miedź. Gra się ożywiła i coraz częściej kotłowało się w polu karnym legniczan, ale... najgroźniejszą akcję stworzyli goście. Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego z niewielkiej odległości uderzał Wojciech Łobodziński, ale trafił w Mateusza Abramowicza. Bramkarz śląskiej drużyny musiał się wykazać kwadrans przed końcem, gdy mocno z kilkunastu metrów uderzył Marquitos.
Pięć minut później fatalnie zachował się Prażnovsky, który w dziecinny sposób dał się ograć Łobodzińskiemu. Zawodnik Miedzi zabrał mu piłkę i pobiegł wzdłuż linii końcowej. Zagrał na piąty metr, gdzie nabiegał niepilnowany Damian Rasak, który wyprowadził gości na prowadzenie. Zanim GieKSa otrząsnęła się po stracie gola... przegrywała już 0:2 - po świetnym zagraniu Marquitosa zewnętrzną częścią stopy, z niewielkiej odległości, piętą bramkę zdobył Jakub Vojtus.
To trzeci mecz z rzędu GKS-u na własnym stadionie, w którym katowiczanie nie zdołali wygrać.
GKS Katowice - Miedź Legnica 0:2 (0:0)
0:1 - Rasak, 81'
0:2 - Vojtus, 87'
GKS: M. Abramowicz - Czerwiński, Kamiński, Praznovsky, Frańczak - Foszmańczyk, Sapała (84' Wołkowicz), Kalinkowski, Mandrysz (59' Jóźwiak) - Lebedyński (70' Prokić), Goncerz. Trener: Jerzy Brzęczek.
Miedź: Kapsa - Bartczak (68' Gorskie), De Amo, Midzierski, Trifonov (90' Bartulović) - Pennanen, Garguła - Rasak, Forsell (76' Vojuts), Marquitos - Łobodziński. Trener: Ryszard Tarasiewicz.
Żółta kartka Bartczak.
Sędziował Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).
Widzów: 3500.
Zdecydowanie częściej próbowała atakować GieKSa, jednak często brakowało ostatniego podania. Jak na przykład przy bardzo składnej akcji Alana Czerwińskiego, Grzegorza Goncerza i dośrodkowaniu Tomasza Foszmańczyka - zdecydowanie najbardziej aktywnego piłkarza GKS-u - Grzegorz Bartczak uprzedził w polu karnym Pawła Mandrysza.
Mandrysz chwilę później dostał piłkę i... prawdopodobnie popisał się "pudłem kolejki". Skandaliczne wybicie "z piątki" Pawła Kapsy sprokurowało sytuację, w której... trzech katowiczan wyszło na jednego zawodnika Miedzi. Foszmańczyk zagrał z prawego skrzydła do młodego zawodnika GKS-u, a ten z wyśmienitej pozycji nie trafił w bramkę. Gdyby skrzydłowy wiedział, że tuż za nim do strzału już szykował się Goncerz, zapewne zostawiłby piłkę. I zapewne GieKSa objęłaby prowadzenie...
Po przerwie gospodarze odważniej ruszyli na Miedź. Gra się ożywiła i coraz częściej kotłowało się w polu karnym legniczan, ale... najgroźniejszą akcję stworzyli goście. Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego z niewielkiej odległości uderzał Wojciech Łobodziński, ale trafił w Mateusza Abramowicza. Bramkarz śląskiej drużyny musiał się wykazać kwadrans przed końcem, gdy mocno z kilkunastu metrów uderzył Marquitos.
Pięć minut później fatalnie zachował się Prażnovsky, który w dziecinny sposób dał się ograć Łobodzińskiemu. Zawodnik Miedzi zabrał mu piłkę i pobiegł wzdłuż linii końcowej. Zagrał na piąty metr, gdzie nabiegał niepilnowany Damian Rasak, który wyprowadził gości na prowadzenie. Zanim GieKSa otrząsnęła się po stracie gola... przegrywała już 0:2 - po świetnym zagraniu Marquitosa zewnętrzną częścią stopy, z niewielkiej odległości, piętą bramkę zdobył Jakub Vojtus.
To trzeci mecz z rzędu GKS-u na własnym stadionie, w którym katowiczanie nie zdołali wygrać.
GKS Katowice - Miedź Legnica 0:2 (0:0)
0:1 - Rasak, 81'
0:2 - Vojtus, 87'
GKS: M. Abramowicz - Czerwiński, Kamiński, Praznovsky, Frańczak - Foszmańczyk, Sapała (84' Wołkowicz), Kalinkowski, Mandrysz (59' Jóźwiak) - Lebedyński (70' Prokić), Goncerz. Trener: Jerzy Brzęczek.
Miedź: Kapsa - Bartczak (68' Gorskie), De Amo, Midzierski, Trifonov (90' Bartulović) - Pennanen, Garguła - Rasak, Forsell (76' Vojuts), Marquitos - Łobodziński. Trener: Ryszard Tarasiewicz.
Żółta kartka Bartczak.
Sędziował Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).
Widzów: 3500.
Polecane
I liga
Przeczytaj również
24.07.2022
24.07.2022
"GieKSa" w szoku przy pustym Blaszoku