"GKS Katowice - ŁKS Łódź? Nawet moja żona chciałaby tam być"

01.09.2009
- ŁKS to zespół ekstraklasowy. Tak jak gospodarze, zagra otwartą piłkę. Gole mogą sypać się z lewa i prawa - uważa Marcin Krysiński, wielki sympatyk łódzkiego klubu, a do niedawna piłkarz GieKSy.
GKS Katowice i ŁKS Łódź to kluby, które odegrały w jego życiu niepośrednie role. Okres gry w katowickich barwach to - jak podkreśla na każdym kroku - bardzo przyjemny etap w jego karierze. Ważnym jej fragmentem były również występy w koszulce drużyny z Alei Unii Lubelskiej. To zresztą właśnie w ŁKS-ie przebywał przed rozpoczęciem obecnego sezonu na testach. Marcin Krysiński, dziś już piłkarz Pelikana Łowicz, nie ukrywa, że wybierał się na to spotkanie.

- A tu pech, bo II liga też nie ma wolnego. Wielka szkoda, bo nawet moja żona była chętna na ten wyjazd. Nie wiem tylko, na jakim sektorze byśmy zasiedli. Chyba jedną połowę śledzilibyśmy wśród kibiców gości, drugą zaś już na "blaszoku" - uśmiecha się popularny "Krycha".

Zdaniem 33-latka, jutrzejszy pojedynek nie ma faworyta. - Łodzianie są lepsi w defensywie. Dysponują w tej formacji o wiele bardziej doświadczonymi zawodnikami niż GieKSa. Gospodarze posiadają natomiast przewagę w ofensywie. Tym bardziej, że ostatnio przebudził się Krzysiu Kaliciak - zauważa doświadczony obrońca. Jakiego meczu się spodziewa?

- To na pewno nie będą piłkarskie szachy. Pamiętajmy, że tak na dobrą sprawę ŁKS to zespół ekstraklasowy. Tak jak GKS, zagra otwartą piłkę - podkreśla doświadczony obrońca i - idąc tym tropem - spodziewa się wielu bramek. Może nawet... zbyt wielu. - Obstawiam wynik 7-7! Jest to związane z pewną anegdotką. Koledzy z GieKSy będą wiedzieli, o co chodzi - śmieje się Krysiński. A postronni kibice pewnie nie mieliby nic przeciwko takiemu scenariuszowi...
autor: Kamil Kwaśniewski

Przeczytaj również