GKS Katowice - ŁKS Łódź 4-1. Tak to się robi na Bukowej!
02.09.2009
A wszystko rozpoczęło się od uderzenia Krzysztofa Kaliciaka z 30 metrów. Napastnik katowiczan nie miał do kogo zagrać piłki, więc huknął. Wydawało się, że Wyparło nie będzie miał problemów, a jednak! Ku zaskoczeniu wszystkich skapitulował. - Nie spodziewałem się, że padnie gol - przyznał nawet Kaliciak, który zrobił to, co sugerowali trenerzy. - Wyparło jest doświadczonym bramkarzem, ale zdarzają mu się błędy. Mieliśmy więc jak najczęściej uderzać na bramkę - przyznał Grzegorz Goncerz.
Irytowali się goście. - Popełniamy koszmarne błędy. Jak potem myśleć o zdobywaniu punktów? - kręcił głową Marcin Adamski, a GieKSa nadal atakowała, niesiona dopingiem kibiców, którzy zaprezentowali efektowny transparent: "Tak to się robi na południu". Plewnia uruchomił Kaliciaka, ten wpadł w pole karne i wyłożył piłkę jak na tacy Bartoszowi Iwanowi, który takiej okazji nie zmarnował. - Graliśmy na pełnych obrotach od samego początku. Było zacięcie, dyscyplina taktyczna, a do tego doszła skuteczność - cieszył się trener Adam Nawałka.
Przy kolejnej akcji Iwan zapisał asystę. - Sprawiła mi ona więcej radości niż bramka, bo uradowała Grzesia Goncerza - uśmiechnął się ofensywny pomocnik. Jego młodszy kolega w sytuacji sam na sam z Wyparło zachował zimną krew. - Podanie było fantastyczne. Nie pozostało nic innego, jak trafić do siatki - podkreślał Goncerz. - Walczyliśmy jeden za wszystkich, wszyscy za jednego - dodał, co było dobitnie widać w akcji, kiedy GKS miał już bezpieczne prowadzenie, a jednak dwóch graczy katowiczan rzuciło się z pasją na Świątka i odebrało mu piłkę. Sytuacja działa się na samym środku boiska!
ŁKS próbował się podnieść na starcie drugiej połowy. Zdobył nawet gola, po akcji która przypominała tę, którą wykorzystał Iwan. Tym razem do siatki trafił Wolański, były gracz Polonii Bytom. - Powiedzieliśmy sobie w szatni, że jest 0-0 i zaczynamy pracować od nowa. Nie udało się jednak zachować koncentracji, wkradło się rozluźnienie - przyznał Iwan.
Zapał gości ostudziły czerwone kartki. Nawet łodzianie nie mieli co do nich wątpliwości. - Byliśmy nieco wolniejsi od rywali, do tego dochodził brak umiejętności i głupota... - wskazał ich szkoleniowiec, Grzegorz Wesołowski.
GKS dobił mdlejącego rywala. Znów na listę strzelców wpisał się Goncerz, który przebiegł chyba tego dnia najwięcej kilometrów. Tym razem uderzył sprzed pola karnego. - Nie ma się czym podniecać. To nie był ŁKS, który grał do niedawna w ekstraklasie - na chłodno ocenił 21-letni bohater wieczoru.
Konferencja prasowa
Grzegorz Wesołowski (trener ŁKS-u): GKS wygrał zasłużenie. Pokazał, że potrafi grać w piłkę. Musimy się teraz przełamać w następnym meczu.
Adam Nawałka (trener GKS-u): To były bardzo ważne trzy punkty, które mocno nas podbudują. Chcę pochwalić swoich zawodników, jednocześnie dostrzegam jednak mankamenty. Grając w przewadze, powinniśmy dłużej utrzymywać się przy piłce.
Irytowali się goście. - Popełniamy koszmarne błędy. Jak potem myśleć o zdobywaniu punktów? - kręcił głową Marcin Adamski, a GieKSa nadal atakowała, niesiona dopingiem kibiców, którzy zaprezentowali efektowny transparent: "Tak to się robi na południu". Plewnia uruchomił Kaliciaka, ten wpadł w pole karne i wyłożył piłkę jak na tacy Bartoszowi Iwanowi, który takiej okazji nie zmarnował. - Graliśmy na pełnych obrotach od samego początku. Było zacięcie, dyscyplina taktyczna, a do tego doszła skuteczność - cieszył się trener Adam Nawałka.
Przy kolejnej akcji Iwan zapisał asystę. - Sprawiła mi ona więcej radości niż bramka, bo uradowała Grzesia Goncerza - uśmiechnął się ofensywny pomocnik. Jego młodszy kolega w sytuacji sam na sam z Wyparło zachował zimną krew. - Podanie było fantastyczne. Nie pozostało nic innego, jak trafić do siatki - podkreślał Goncerz. - Walczyliśmy jeden za wszystkich, wszyscy za jednego - dodał, co było dobitnie widać w akcji, kiedy GKS miał już bezpieczne prowadzenie, a jednak dwóch graczy katowiczan rzuciło się z pasją na Świątka i odebrało mu piłkę. Sytuacja działa się na samym środku boiska!
ŁKS próbował się podnieść na starcie drugiej połowy. Zdobył nawet gola, po akcji która przypominała tę, którą wykorzystał Iwan. Tym razem do siatki trafił Wolański, były gracz Polonii Bytom. - Powiedzieliśmy sobie w szatni, że jest 0-0 i zaczynamy pracować od nowa. Nie udało się jednak zachować koncentracji, wkradło się rozluźnienie - przyznał Iwan.
Zapał gości ostudziły czerwone kartki. Nawet łodzianie nie mieli co do nich wątpliwości. - Byliśmy nieco wolniejsi od rywali, do tego dochodził brak umiejętności i głupota... - wskazał ich szkoleniowiec, Grzegorz Wesołowski.
GKS dobił mdlejącego rywala. Znów na listę strzelców wpisał się Goncerz, który przebiegł chyba tego dnia najwięcej kilometrów. Tym razem uderzył sprzed pola karnego. - Nie ma się czym podniecać. To nie był ŁKS, który grał do niedawna w ekstraklasie - na chłodno ocenił 21-letni bohater wieczoru.
Konferencja prasowa
Grzegorz Wesołowski (trener ŁKS-u): GKS wygrał zasłużenie. Pokazał, że potrafi grać w piłkę. Musimy się teraz przełamać w następnym meczu.
Adam Nawałka (trener GKS-u): To były bardzo ważne trzy punkty, które mocno nas podbudują. Chcę pochwalić swoich zawodników, jednocześnie dostrzegam jednak mankamenty. Grając w przewadze, powinniśmy dłużej utrzymywać się przy piłce.
Polecane
I liga
Przeczytaj również
24.07.2022
24.07.2022
"GieKSa" w szoku przy pustym Blaszoku