GKS Katowice - ŁKS 1-3. Piłkarze z Bukowej sprofanowali futbol...
31.10.2010
Konia z rzędem temu, kto zgadnie, co stało się z zawodnikami GKS-u Katowice w przerwie. A coś z nimi stać się musiało. W końcu nie codziennie traci się w dziewięć minut trzy gole! - Wyszliśmy na drugą połowę i przestaliśmy grać, stanęliśmy - przyznał trener Wojciech Stawowy i - niestety - nie było w tym cienia przesady.
A że ŁKS obrał sobie za cel z tej okazji skorzystać... Najpierw pięknym strzałem z woleja popisał się Jakub Kosecki, a później było już tylko gorzej. Kolejne bramki GieKSa straciła bowiem po strzałach z okolic... linii bocznej boiska - uderzenie Bartosza Romańczuka przebiło się w gąszczu nóg piłkarzy obu drużyn, zaś piłka kopnięta przez Krzysztofa Mączyńskiego wpadła Maciejowi Wierzbickiemu za kołnierz!
- Nie ma co ukrywać, to mój gol - bił się w pierś młody golkiper GKS-u. Wściekły był Janusz Dziedzic. - To, co zrobiliśmy, to była profanacja futbolu! Na takim poziomie tego typu błędy nie mogą się zdarzać - stwierdził gracz, który - tak zresztą jak tydzień temu, w spotkaniu z Sandecją Nowy Sącz - już na samym początku otworzył wynik. Swoją drogą, poprzedziła ten moment piękna akcja całego zespołu...
W ogóle bowiem katowiczanie w pierwszej połowie prezentowali się imponująco. Bardzo dobrze radzili sobie na bokach obrony Tomasz Sokołowski i Paweł Olkowski, dobrze z przodu wyglądał Michał Zieliński. Były sytuacje. I o ile po główce Gabriela Nowaka piłka o centymetry minęła słupek, o tyle po podobnym uderzeniu Przemysława Pitrego poszybowała już w światło bramki. Zdaniem miejscowych, do niej też wpadła. - Ewidentna sytuacja. Piłka przekroczyła linię. Byłem bardzo blisko tego wszystkiego - zapewniał Dziedzic, ale od razu dodawał też: - Nie możemy się usprawiedliwiać tą nieuznaną bramką...
- Bo jeśli gra się tylko przez 45 minut, to wygrać nie można - podkreślał Stawowy. - Wróciły stare grzechy tej drużyny, a więc brak koncentracji i konsekwencji - tłumaczył. Andrzej Pyrdoł, szkoleniowiec ŁKS-u, przyznał natomiast, że bardzo pomocna była mu... telewizja. - Przydały się nam transmisje spotkań GKS-u. Wiedzieliśmy, gdzie ten zespół robi błędy... - zaznaczał Pyrdoł.
A że ŁKS obrał sobie za cel z tej okazji skorzystać... Najpierw pięknym strzałem z woleja popisał się Jakub Kosecki, a później było już tylko gorzej. Kolejne bramki GieKSa straciła bowiem po strzałach z okolic... linii bocznej boiska - uderzenie Bartosza Romańczuka przebiło się w gąszczu nóg piłkarzy obu drużyn, zaś piłka kopnięta przez Krzysztofa Mączyńskiego wpadła Maciejowi Wierzbickiemu za kołnierz!
- Nie ma co ukrywać, to mój gol - bił się w pierś młody golkiper GKS-u. Wściekły był Janusz Dziedzic. - To, co zrobiliśmy, to była profanacja futbolu! Na takim poziomie tego typu błędy nie mogą się zdarzać - stwierdził gracz, który - tak zresztą jak tydzień temu, w spotkaniu z Sandecją Nowy Sącz - już na samym początku otworzył wynik. Swoją drogą, poprzedziła ten moment piękna akcja całego zespołu...
W ogóle bowiem katowiczanie w pierwszej połowie prezentowali się imponująco. Bardzo dobrze radzili sobie na bokach obrony Tomasz Sokołowski i Paweł Olkowski, dobrze z przodu wyglądał Michał Zieliński. Były sytuacje. I o ile po główce Gabriela Nowaka piłka o centymetry minęła słupek, o tyle po podobnym uderzeniu Przemysława Pitrego poszybowała już w światło bramki. Zdaniem miejscowych, do niej też wpadła. - Ewidentna sytuacja. Piłka przekroczyła linię. Byłem bardzo blisko tego wszystkiego - zapewniał Dziedzic, ale od razu dodawał też: - Nie możemy się usprawiedliwiać tą nieuznaną bramką...
- Bo jeśli gra się tylko przez 45 minut, to wygrać nie można - podkreślał Stawowy. - Wróciły stare grzechy tej drużyny, a więc brak koncentracji i konsekwencji - tłumaczył. Andrzej Pyrdoł, szkoleniowiec ŁKS-u, przyznał natomiast, że bardzo pomocna była mu... telewizja. - Przydały się nam transmisje spotkań GKS-u. Wiedzieliśmy, gdzie ten zespół robi błędy... - zaznaczał Pyrdoł.
Polecane
I liga
Przeczytaj również
24.07.2022
24.07.2022
"GieKSa" w szoku przy pustym Blaszoku