GKS Katowice - GKS Bełchatów. Katowiczanie najlepszą GieKSą w Polsce
O pierwszych trzech kwadransach można śmiało powiedzieć, że to była najlepsza pierwsza połowa rozegrana tej wiosny na stadionie przy ulicy Bukowej. Ton grze nadawali gospodarze, którzy tym razem mogli się podobać zwłaszcza w organizowaniu ataku pozycyjnego. Wymienność pozycji, częste próby strzałów, dały tuż przed przerwą efekt w postaci jak najbardziej zasłużonego gola Olivera Praznovskiego, który bardzo dobrze odnalazł się w zamieszaniu w polu karnym rywali po rozegraniu rzutu rożnego. W tym czasie goście nie stworzyli zbyt wielu okazji podbramkowych, bo po prostu na niezbyt wiele pozwolili im katowiczanie. Schodzących na przerwę piłkarzy żegnały zasłużone głośne oklaski.
W drugiej połowie gra nieco się wyrównała, jednak nadal więcej z gry mieli katowiczanie. Kilka sytuacji po których mogły paść bramki było naprawdę efektownych, a kibice bili brawo. Tym razem jednak żadnej ze stron nie udało się strzelić bramki i mecz ostatecznie zakończył się zasłużoną wygraną GKS Katowice.
Wydarzenie
Jeszcze nigdy katowiczanie nie wygrali w jednym sezonie dwukrotnie z jedenastką z Bełchatowa. Trzeba przyznać, że w obu meczach wygrane były jak najbardziej zasłużone i tym samym GieKSa z Katowic po raz pierwszy od 11 lat najprawdopodobniej osiągnie lepszy wynik niż imiennicy z Bełchatowa. Czyżby zmiana warty?
Bohater
Olivier Praznovsky - skuteczny w obronie i ataku. To dzięki Słowakowi gospodarze wygrali 1:0. To on strzelił jedynego gola, a wespół z kolegami z obrony nie pozwolił gościom na zdobycie ani jednej bramki.
Rozczarowanie
Więcej spodziewaliśmy się po Ormianinie Agwhanie Papikyan`ie. Ten jednak w Katowicach był prawie niewidoczny i nie stanowił praktycznie żadnego zagrożenia dla Katowic.
Co ciekawego?
- delegatem na meczu był pan Kędzior. Nie chodzi jednak o rzecznika prasowego Górnika Rafała również obecnego na meczu, a Tadeusza. Obu panów jednak nie wiążą żadne więzy rodzinne.
- w 8 minucie po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Flisa groźnie efektownie główkował Wołkowicz, ale Krakowiak popisał się równie efektowną obroną i wybił piłkę na kolejny rzut rożny.
- w 12 minucie ładna kombinacyjna akcja gospodarzy. Po efektownym odegraniu piłki piętką przez Leimonasa "Wołek" wrzucił piłkę na piąty metr a Frańczak minimalnie strzelił głową obok słupka.
- kapitanowi niewiele ustępował ustawiony na "10-tce" Krzysztof Wołkowicz, który oddał w tym meczu najwięcej strzałów na bramkę.
- do poziomu zawodników dostosowali się kibice. I choć na "Blaszok" i w sektorze gości daleko było do kompletu to obie grupy prowadziły głośny i ciągły doping. Dzielnie radził sobie także "sektor rodzinny." Imponowała zwłaszcza pieśń "Jeden jest tylko klub" wykrzykiwana przez fanów na "Blaszoku" przez kilkanaście minut pierwszej połowy. Zresztą po meczu trenerzy obu drużyn dziękowali kibicom za bardzo dobry doping.
- w 33 minucie skoczyli do siebie piłkarze obu drużyn, gdy Rachwał niechcący wybijając piłkę po gwizdku kopnął w twarz leżącego na murawie Frańczaka, który przecież niedawno miał poważną kontuzję oczodołu. Zawodnik gospodarzy podnosząc się z murawy odepchną w złości pomocnika Bełchatowa, na co z kolei zareagował Klemenz. Za chwilę po pobliżu ławki rezerwowych gospodarzy kotłowało się na dobre, a w przepychankach uczestniczył także reprezentacyjny masażysta Wojciech Herman. Ostatecznie wszyscy podali sobie ręce i przeprosili, a sędzia sprawiedliwi obdzielił żółtymi kartkami Frańczaka i Klemenza.
- w 44 minucie Wołkowicz mógł zdobyć bramkę do szatni, ale znowu lepszy okazał się Krakowiak.
- dosłownie 45 sekund później golkiper gości był już jednak bezradny gdy w zamieszaniu podbramkowym zdobył Słowak Oliver Praznovsky.
- jak względne potrafią być oceny spotkań można było przekonać się w kuluarach w przerwie meczu. Ci z dziennikarzy którzy nie wiedzieli poprzednich wiosennych meczów na Bukowej twierdzili, że pierwsza połowa była słaba. Ci którzy widzieli mecze z Arką i Siedlcami byli odmiennego zdania.
- w 55 minucie kolejna efektowna akcja gospodarzy. Z prawej strony na 16 metr dośrodkował piłkę Czerwiński a Goncerz znakomicie strzelił z woleja - niestety w środek bramki i Krakowiak obronił.
- w 62 minucie chwila nieuwagi mogła kosztować gospodarzy utratę bramki, ale strzał głową Szymańskiego z najbliższej odległości Kuchta sparował na róg.
- w 73 minucie Praznovsky na środku boiska powstrzymał rękami zawodnika z Bełchatowa. Goście domagali się czerwonej kartki sugerując, że była to akcja ratunkowa, ale sędzia dał Słowakowi tylko "żółtko".
- w 89 minucie dwójkowa akcja Czerwińskiego i Iwana zakończyła się lobem tego ostatniego, do wybitej piłki dopadł Duda i strzelił tuż obok słupka - w tym momencie mogło być już po meczu.
- przez cały praktycznie mecz, w odróżnieniu od trenera Ulatowskiego, Jerzy Brzęczek intensywnie dyrygował swym zespołem ubrany w marynarkę. Ściągnął ją dopiero kilka minut przed końcowym gwizdkiem a trzeba przyznać, że pogoda była bardzo wiosenna.
- trener gospodarzy nie odpuszczał do końca. W 92 minucie kopnął ze złości butelkę z wodą po tym jak piłka przeleciała Szołtysowi pomiędzy nogami.
- na konferencji trener Rafał Ulatowski powiedział : "wszyscy mamy GieKSę w sercu", po czym szybko dodał: "tą z Bełchatowa."
GKS Katowice - GKS Bełchatów 1:0 (1:0)
1:0 - Praznovsky, 45 min
GKS Katowice: Kuchta - Czerwiński, Kamiński, Praznovsky, Flis (74.Iwan) – Leimonas, Duda - Bębenek (65. Szołtys), Wołkowicz (85 min.Zahorski), Frańczak - Goncerz. Trener Jerzy Brzęczek.
GKS Bełchatów: Krakowiak - Klemenz, Michalski, Cverna, Kuban - Witasik (46. Ploj), Rachwał (86.Flaszka), Szymański - Papikyan, Zapalac - Demianiuk (71.Giereszewski). Trener Rafał Ulatowski
Żółte kartki: Klemenz 34 min, Cverna 82 min - Frańczak 34 min, Kamiński 60 min, Praznovsky 73, Zahorski 88.
Sędziował: Piotr Idzik (Poznań).
Widzów: 2800 (w tym ok. 170 gości).