GKS Katowice - Dolcan 1-1. Jest porządny falstart, a mogło być gorzej
31.07.2010
Było kilka minut przed końcem pierwszej połowy, kiedy stadion zamarł. Wtedy bowiem - przy prowadzeniu gości - sędzia podyktował dla zespołu z Ząbek rzut karny za faul Mateusza Sroki na Patryku Kubickim. Do piłki podszedł Piotr Kosiorowski... ale fatalnie przestrzelił! - Gdyby padł wtedy gol, to mogłoby być już po meczu - nie krył Krzysztof Kaliciak. - A tak, pudło przeciwnika dodało nam otuchy - rzucił z kolei Piotr Plewnia. Otucha rzeczywiście była potrzebna, bo GieKSa była momentami zatrważająco nieporadna. To Dolcan mądrze operował piłką, narzucając gospodarzom własne warunki gry.
- A przecież kibice liczyli, że będzie łatwe zwycięstwo, coś koło 3-0 - kręcił głową Kaliciak. Choć on z siebie mógł być akurat całkiem zadowolony, bo mimo tego że na boisku pojawił się dopiero po zmianie stron, to od - przykładowo - Przemysława Pitrego zdziałał więcej. Nie tylko wywalczył "jedenastkę", którą potem pewnym strzałem sam zamienił na gola, ale i w kilku innych sytuacjach zrobił w przodzie sporo szumu.
I właśnie tą drugą częścią meczu pocieszali się piłkarze GKS-u. - W jakimś stopniu zatarliśmy nią to nieprzyjemne wrażenie sprzed przerwy - przekonywał Plewnia. Jak na oczekiwania, to jednak o wiele za mało. - Pierwsze koty za płoty - westchnął Mateusz Niechciał. Z kolei Piotr Piechcniak nie krył, że w zaistniałych okolicznościach remis to dla GieKSy dobry wynik. Przed pierwszym gwizdkiem sędziego takie słowa zostałyby wyśmiane, ale...
- Pech chciał, że straciliśmy bardzo głupią bramkę - nowy gracz katowiczan rozpamiętywał jeszcze sytuację, w której Jacek Kowalczyk popełnił fatalny błąd, wykładając piłkę Grzegorzowi Piesio. Ten sfinalizował akcję w najlepszy z możliwych sposobów. - Wyszło na to, że od samego początku musieliśmy gonić wynik. Wtedy nie gra się łatwo. Dolcan miał też potem swoje sytuacje, ale myślę, że byliśmy stroną przeważającą - pocieszał się Piechniak.
Tylko nieco bardziej zadowolony był Dariusz Kubicki. - Przed meczem w prasie dużo pisało się o ambicjach GKS-u. Wtedy ten remis brałem w ciemno. A teraz... Jeśli tak doświadczony zawodnik jak Kosiorowski nie strzela karnego, którego wypracował mu młokos, to naprawdę musi być nam szkoda. Zwłaszcza że spotkanie fantastycznie się nam ułożyło. Bramka wprowadziłaby w nasze poczynania wiele spokoju - podkreślał trener Dolcanu. Spokoju zaś nie będzie przez najbliższe dni na Bukowej. W końcu to nie tak miało być.
- Zaliczyliśmy porządny falstart - podsumował Kaliciak.
- A przecież kibice liczyli, że będzie łatwe zwycięstwo, coś koło 3-0 - kręcił głową Kaliciak. Choć on z siebie mógł być akurat całkiem zadowolony, bo mimo tego że na boisku pojawił się dopiero po zmianie stron, to od - przykładowo - Przemysława Pitrego zdziałał więcej. Nie tylko wywalczył "jedenastkę", którą potem pewnym strzałem sam zamienił na gola, ale i w kilku innych sytuacjach zrobił w przodzie sporo szumu.
I właśnie tą drugą częścią meczu pocieszali się piłkarze GKS-u. - W jakimś stopniu zatarliśmy nią to nieprzyjemne wrażenie sprzed przerwy - przekonywał Plewnia. Jak na oczekiwania, to jednak o wiele za mało. - Pierwsze koty za płoty - westchnął Mateusz Niechciał. Z kolei Piotr Piechcniak nie krył, że w zaistniałych okolicznościach remis to dla GieKSy dobry wynik. Przed pierwszym gwizdkiem sędziego takie słowa zostałyby wyśmiane, ale...
- Pech chciał, że straciliśmy bardzo głupią bramkę - nowy gracz katowiczan rozpamiętywał jeszcze sytuację, w której Jacek Kowalczyk popełnił fatalny błąd, wykładając piłkę Grzegorzowi Piesio. Ten sfinalizował akcję w najlepszy z możliwych sposobów. - Wyszło na to, że od samego początku musieliśmy gonić wynik. Wtedy nie gra się łatwo. Dolcan miał też potem swoje sytuacje, ale myślę, że byliśmy stroną przeważającą - pocieszał się Piechniak.
Tylko nieco bardziej zadowolony był Dariusz Kubicki. - Przed meczem w prasie dużo pisało się o ambicjach GKS-u. Wtedy ten remis brałem w ciemno. A teraz... Jeśli tak doświadczony zawodnik jak Kosiorowski nie strzela karnego, którego wypracował mu młokos, to naprawdę musi być nam szkoda. Zwłaszcza że spotkanie fantastycznie się nam ułożyło. Bramka wprowadziłaby w nasze poczynania wiele spokoju - podkreślał trener Dolcanu. Spokoju zaś nie będzie przez najbliższe dni na Bukowej. W końcu to nie tak miało być.
- Zaliczyliśmy porządny falstart - podsumował Kaliciak.
Polecane
I liga
Przeczytaj również
24.07.2022
24.07.2022
"GieKSa" w szoku przy pustym Blaszoku