GKS Katowice - Dolcan 0-0. Sceneria wymarzona, ale scenariusz słaby
11.09.2009
Wydawało się, że niebiosa sprzyjają GieKSie. Mimo marudnej pogody, na trybunach zjawiła się liczna i - co najważniejsza - głośna grupa fanów, a i warunki do gry były idealne. Siąpiący deszcz sprawił, że nawet lubiący śliskie murawy gospodarze byli w pełni usatysfakcjonowani. - Wymarzona sceneria. Nic, tylko grać - cieszył się trener Adam Nawałka. Sęk w tym, że zawodnicy z Ząbek uparli się, by ten wieczór na Bukowej do pięknych wcale nie należał.
I - trzeba przyznać - swój plan zrealizowali na piątkę. Najbardziej odczuł to chyba Krzysztof Kaliciak. Napastnik miejscowych niejednokrotnie musiał toczyć boje nawet z czwórką (!) rywali. - Gdy piłka już nawet do mnie dotarła, to bardzo ciężko było mi się przy niej dłużej utrzymać. Momentalnie doskakiwali kolejni obrońcy - podkreślał "Kali". - Zaprezentowaliśmy w defensywie żelazną dyscyplinę taktyczną - triumfował z kolei Marcin Sasal, opiekun przyjezdnych.
Ale i tak GKS swoje szanse w tym spotkaniu miał. - Może było ich trochę za mało, ale... były. Duże zagrożenie stwarzał Grzesiek Goncerz - wskazał Łukasz Uszalewski. Skrzydłowy katowiczan upodobał sobie zwłaszcza uderzenia z woleja. I szło mu całkiem nieźle. Po jednej z takich prób Misztal interweniował z najwyższym trudem. Po przerwie coraz częściej "urywał" się także wspomniany Kaliciak. Raz jego strzał z pustej bramki wybił Hirsz!
Zdecydowanie więcej emocji wzbudziła jednak inna z jego sytuacji. Kaliciak dostał piłkę na 20 metrze, jednocześnie gubiąc duet pilnujących go defensorów. I w tym momencie został pociągnięty za koszulkę przez Hirsza. Gdyby upadł, sędzia prawdopodobnie ukarałby faulującego czerwoną kartką. - Zdecydowałem się uderzać i myślę, że gdybym trafił w światło bramki, to przy mokrej płycie boiska piłka wpadałaby do siatki - przekonywał piłkarz GKS-u.
- My w ofensywie poczynaliśmy sobie nieco słabiej niż w tyłach, ale i tak należał się nam rzut karny za ewidentny faul w "szesnastce" na Kosiorowskim! Od samego początku graliśmy w osłabieniu. Jeśli ktoś nie wie, o czym mówię, to niech po prostu się domyśli - trener Dolcana był wyraźnie zniesmaczony pracą sędziego Jacka Walczyńskiego.
W dobry nastrój gości wprawił już za to sam wynik. - Z GKS-em notowaliśmy ostatnio złą passę. Chodziło o to, aby nie przegrać - nie krył Marcin Hirsz. Choć i przyjezdni mogą żałować kilku zmarnowanych szans. Co rusz bardzo dobrze dysponowanego dziś Gorczycę zatrudniał Imeh. W samej końcówce minimalnie niecelnie rzut wolny egzekwował zaś Stańczyk.
Konferencja prasowa
Marcin Sasal (trener Dolcana): Remis na wyjeździe to zawsze dobry wynik. Zwłaszcza w Katowicach, przy tak żywiołowej publiczności. Choć z drugiej strony liczyliśmy do końca, że po którejś z kontr uda się nam zgarnąć całą pulę.
Adam Nawałka (trener GKS-u): To było dla nas nieudane spotkanie. Trzeba sobie szczerze powiedzieć, że nie straciliśmy dwóch punktów, a zyskaliśmy jeden. Gdy presja rośnie, u moich zawodników widać nerwowość. W naszej grze było tyle niecelnych podań, że przeszkadzało to w konstruowaniu akcji. Wierzę, że to był tylko wypadek przy pracy. To, co wystarczało na wiosnę, teraz już nie wystarcza.
I - trzeba przyznać - swój plan zrealizowali na piątkę. Najbardziej odczuł to chyba Krzysztof Kaliciak. Napastnik miejscowych niejednokrotnie musiał toczyć boje nawet z czwórką (!) rywali. - Gdy piłka już nawet do mnie dotarła, to bardzo ciężko było mi się przy niej dłużej utrzymać. Momentalnie doskakiwali kolejni obrońcy - podkreślał "Kali". - Zaprezentowaliśmy w defensywie żelazną dyscyplinę taktyczną - triumfował z kolei Marcin Sasal, opiekun przyjezdnych.
Ale i tak GKS swoje szanse w tym spotkaniu miał. - Może było ich trochę za mało, ale... były. Duże zagrożenie stwarzał Grzesiek Goncerz - wskazał Łukasz Uszalewski. Skrzydłowy katowiczan upodobał sobie zwłaszcza uderzenia z woleja. I szło mu całkiem nieźle. Po jednej z takich prób Misztal interweniował z najwyższym trudem. Po przerwie coraz częściej "urywał" się także wspomniany Kaliciak. Raz jego strzał z pustej bramki wybił Hirsz!
Zdecydowanie więcej emocji wzbudziła jednak inna z jego sytuacji. Kaliciak dostał piłkę na 20 metrze, jednocześnie gubiąc duet pilnujących go defensorów. I w tym momencie został pociągnięty za koszulkę przez Hirsza. Gdyby upadł, sędzia prawdopodobnie ukarałby faulującego czerwoną kartką. - Zdecydowałem się uderzać i myślę, że gdybym trafił w światło bramki, to przy mokrej płycie boiska piłka wpadałaby do siatki - przekonywał piłkarz GKS-u.
- My w ofensywie poczynaliśmy sobie nieco słabiej niż w tyłach, ale i tak należał się nam rzut karny za ewidentny faul w "szesnastce" na Kosiorowskim! Od samego początku graliśmy w osłabieniu. Jeśli ktoś nie wie, o czym mówię, to niech po prostu się domyśli - trener Dolcana był wyraźnie zniesmaczony pracą sędziego Jacka Walczyńskiego.
W dobry nastrój gości wprawił już za to sam wynik. - Z GKS-em notowaliśmy ostatnio złą passę. Chodziło o to, aby nie przegrać - nie krył Marcin Hirsz. Choć i przyjezdni mogą żałować kilku zmarnowanych szans. Co rusz bardzo dobrze dysponowanego dziś Gorczycę zatrudniał Imeh. W samej końcówce minimalnie niecelnie rzut wolny egzekwował zaś Stańczyk.
Konferencja prasowa
Marcin Sasal (trener Dolcana): Remis na wyjeździe to zawsze dobry wynik. Zwłaszcza w Katowicach, przy tak żywiołowej publiczności. Choć z drugiej strony liczyliśmy do końca, że po którejś z kontr uda się nam zgarnąć całą pulę.
Adam Nawałka (trener GKS-u): To było dla nas nieudane spotkanie. Trzeba sobie szczerze powiedzieć, że nie straciliśmy dwóch punktów, a zyskaliśmy jeden. Gdy presja rośnie, u moich zawodników widać nerwowość. W naszej grze było tyle niecelnych podań, że przeszkadzało to w konstruowaniu akcji. Wierzę, że to był tylko wypadek przy pracy. To, co wystarczało na wiosnę, teraz już nie wystarcza.
Polecane
I liga
Przeczytaj również
24.07.2022
24.07.2022
"GieKSa" w szoku przy pustym Blaszoku