GKS Katowice, czyli każdy kinoman znalazł tu coś dla siebie

09.12.2010
Takiej rundy GKS Katowice długo nie miał i pewnie długo też mieć nie będzie. Komedia, film przygodowy, dramat, horror - minionej jesieni piłkarze z Bukowej potrafili zagrać dosłownie wszystko.
Komentarz
Wojciech Stawowy (trener GKS-u): Wyniki mogłyby być lepsze, ale cały czas powtarzam - ten zespół jest dopiero w budowie. Z drugiej strony, już w trakcie rundy nasza praca przynosiła wyraźne efekty. Prezentowaliśmy dobry futbol, a serią trzech wygranych na koniec jesieni pokazaliśmy, że może to być też gra skuteczna.

Plusy
Od przyjścia Stawowego zawodnicy z Katowic potrafili grać ładnie dla oka. Wreszcie też dołożyli do tego walkę o każdy metr boiska. Doceniła to katowicka publika, która po meczach z GKP Gorzów Wielkopolski czy Flotą Świnoujście długo oklaskiwała zespół. Lepiej zaczęło być na wyjazdach - po wielu miesiącach piłkarze GieKSy przypomnieli sobie, jak smakuje zwycięstwo na obcym terenie, i to dwa razy. Duża w tym zasługa transferów. I tych sprzed sezonu (Paweł Olkowski, Przemysław Pitry, Rafał Sadowski, Michał Zieliński), i tych po "trzęsieniu ziemi" w klubie (Tomasz Sokołowski, Janusz Dziedzic, Wojciech Szala).

Minusy
Przede wszystkim nerwy, jakie kibice z Bukowej tracili przez zespół na początku rundy. Koncepcja Dariusza Fornalaka, zatrudnionego w lecie, przyniosła klęskę. Szczytem wszystkiego był blamaż w spotkaniu z Podbeskidziem Bielsko-Biała (1-6). Ale i później zdarzały się wpadki. Swego rodzaju symbolem tej rundy stały się bramki, jakie drużyna traciła chwilę po tym, jak sama zdobywała gola. Ciągła rotacja trwała między słupkami, choć i tak nie udało się znaleźć optymalnego wariantu... Nieporozumieniem był też pierwotny projekt nowego stadionu. Dość powiedzieć, że byli i tacy, którzy komentowali go słowami: "To ja już wolę, żeby niczego nam nie budowali". Inna sprawa, że to nie po stronie klubu leży wina.

Najlepszy zawodnik
O dziwo, nie był nim żaden z głośnych transferów, ale ten, który kontrakt z GKS-em musiał wywalczyć sobie testami. Mowa o Pawle Olkowskim, prawym obrońcy, jesiennym odkryciu nie tylko w szeregach katowiczan, ale w ogóle całej ligi. 20-latek błyskawicznie wygryzł ze składu Mateusza Srokę, by w trakcie rundy swoją pozycję już tylko umacniać. Jest szybki, ma świetną wydolność, nie boi się wycieczek pod pole karne rywali. Nic dziwnego, że - jak sam kiedyś przyznał - któryś z kibiców zaczął go podejrzewać o... zamiłowanie do dopalaczy.

Najlepszy mecz
"Kandydowały" wspomniane już spotkania z GKP i Flotą oraz to z Pogonią Szczecin. W każdym z nich GKS - jak się zdawało - był już "pozamiatany", a jednak potrafił w świetnym stylu się podnieść. A że te najbardziej spektakularne okoliczności dotyczyły rywalizacji z Pogonią, to jej właśnie należy się palma pierwszeństwa. Zdobyć trzy bramki w pięć minut, na dodatek grając na na tak trudnym terenie jak Szczecin? Czegoś podobnego dawno już nie było!

Rozczarowanie
Piotr Piechniak. I to bezapelacyjnie. Swoją drogą, to sprawa trudna do wyjaśnienia - piłkarz, który "ciągnie" zespół z ekstraklasy, trafia szczebel niżej i nagle znika z pola widzenia. Bo choć jesienią Piechniak grywał w niemal każdym meczu (początkowo w pierwszym składzie, później jako rezerwowy), to był zupełnie niewidoczny. Nie jest zresztą tajemnicą, że wielu w klubie wolałoby, aby już tej zimy opuścił Katowice. Sam trener zapowiedział jednak, że chce dać byłemu zawodnikowi Groclinu Grodzisk Wielkopolski szansę.

Prognoza na wiosnę
Wszystko wskazuje na to, że to, co najgorsze, GKS ma już za sobą. Zespół zapowiada, że wiosną szybko zostawi strefę spadkową daleko w tyle i ruszy w pościg za czołówką. Nie powinien jednak zapominać o tym, co stało się jesienią, kiedy też miało być efektownie i efektywnie. Jeśli nie zapomni, rzeczywiście może punktować aż miło...
autor: Kamil Kwaśniewski

Przeczytaj również