GKS Katowice chce zejść z kosztów prowizji menedżerów o 80 procent
04.02.2011
Wczorajsza prezentacja GKS-u Katowice, autorstwa Marcina Gabora, objęła dwa aspekty: szkolenie (o którym pisaliśmy TUTAJ) i skauting. Bo - jak podkreślił asystent Wojciecha Stawowego - dobra praca z klubową młodzieżą nie oznacza, że można sobie darować szukanie młodych graczy "na zewnątrz". - Przecież nie wszyscy zawodnicy drużyn juniorskich będą prezentowali taki poziom, by załapać się do zespołu rezerw, bo w nim będą grać tylko ci, którzy będą rokować na przyszłość - wytłumaczył Gabor.
Tym sposobem I-ligowiec rozpoczął już tworzenie siatki skautów. - Każdy potencjalny skaut musi przejść przez sito weryfikacyjne. To nie będą przypadkowe osoby. Podobnie ma wyglądać ich praca. Będą oceniali zawodników według ściśle określonych kryteriów - podkreślił drugi trener GieKSy. Te "ściśle określone kryteria" to ponad 30 wskazanych przez niego punktów... Arkusz z taką "dawką" informacji ma spływać po każdej obserwacji pojedynczego kandydata do występów na Bukowej.
- Każdego zawodnika będziemy obserwowali co najmniej pięć-sześć razy przez pół roku. Chcemy natomiast unikać przypadkowego testowania. Bo co nam da zobaczenie zawodnika przez 45 czy 90 minut meczu testowego? Nic. To jest działanie pozorowane - stwierdził. - Istotny będzie wywiad środowiskowy. Po prostu nie chcemy w klubie ludzi, którzy do nas nie pasują. Atmosfera jest doskonała i ma taka pozostać.
Zdaniem Gabora, wdrożenie całego planu dobrze zrobi też finansom klubu. Jak? - Chcemy zminimalizować koszty prowizji menedżerskich. Będziemy dążyć do doskonałości, a więc do sytuacji, kiedy staniemy się zupełnie wolni od takich obciążeń. Na początku będzie o to oczywiście trudno, ale gdy machina zostanie rozkręcona, 70-80 procent kosztów odejdzie. To naprawdę istotne. W końcu często te horrendalne prowizje rujnują kluby.
- Musimy też powiedzieć, że w Polsce ludzie nie mają rozeznania na rynku transferowym. Skoro tak, to nie wiedzą, kogo sprowadzić, ale że kogoś trzeba, bo to jest modne, to bierze się na testy wagon piłkarzy, potem ktoś zostaje, chociażby po to, żeby pokazać "my robimy transfery". My tak postępować nie będziemy. Chcemy tylko zawodników, którzy nam pomogą, a o żadnym efekciarstwie nie ma mowy.
Tym sposobem I-ligowiec rozpoczął już tworzenie siatki skautów. - Każdy potencjalny skaut musi przejść przez sito weryfikacyjne. To nie będą przypadkowe osoby. Podobnie ma wyglądać ich praca. Będą oceniali zawodników według ściśle określonych kryteriów - podkreślił drugi trener GieKSy. Te "ściśle określone kryteria" to ponad 30 wskazanych przez niego punktów... Arkusz z taką "dawką" informacji ma spływać po każdej obserwacji pojedynczego kandydata do występów na Bukowej.
- Każdego zawodnika będziemy obserwowali co najmniej pięć-sześć razy przez pół roku. Chcemy natomiast unikać przypadkowego testowania. Bo co nam da zobaczenie zawodnika przez 45 czy 90 minut meczu testowego? Nic. To jest działanie pozorowane - stwierdził. - Istotny będzie wywiad środowiskowy. Po prostu nie chcemy w klubie ludzi, którzy do nas nie pasują. Atmosfera jest doskonała i ma taka pozostać.
Zdaniem Gabora, wdrożenie całego planu dobrze zrobi też finansom klubu. Jak? - Chcemy zminimalizować koszty prowizji menedżerskich. Będziemy dążyć do doskonałości, a więc do sytuacji, kiedy staniemy się zupełnie wolni od takich obciążeń. Na początku będzie o to oczywiście trudno, ale gdy machina zostanie rozkręcona, 70-80 procent kosztów odejdzie. To naprawdę istotne. W końcu często te horrendalne prowizje rujnują kluby.
- Musimy też powiedzieć, że w Polsce ludzie nie mają rozeznania na rynku transferowym. Skoro tak, to nie wiedzą, kogo sprowadzić, ale że kogoś trzeba, bo to jest modne, to bierze się na testy wagon piłkarzy, potem ktoś zostaje, chociażby po to, żeby pokazać "my robimy transfery". My tak postępować nie będziemy. Chcemy tylko zawodników, którzy nam pomogą, a o żadnym efekciarstwie nie ma mowy.
Polecane
I liga
Przeczytaj również
24.07.2022
24.07.2022
"GieKSa" w szoku przy pustym Blaszoku