GKS Bełchatów - GKS Katowice 5-0. Wstyd, hańba, kompromitacja...

21.08.2013
GKS Katowice w kompromitującym stylu dał się rozbić GKS-owi Bełchatów w meczu papierowych pretendentów do walki o awans ekstraklasy. Brunatnych do triumfu poprowadzili po raz kolejny bracia Mak.
Wydarzenie
Mecz z GKS-em Bełchatów był dla GKS-u Katowice próbą generalną wartości drużyny przed zapowiadaną walką o awans do ekstraklasy. Po dobrym w swoim wykonaniu meczu z Podbeskidziem Bielsko-Biała drużyna Rafała Góraka została boleśnie sprowadzona na ziemię, inkasując aż pięć bramek.

Bohaterowie
Bracia Mak byli po raz kolejny motorami napędowymi ekipy z Bełchatowa. Ich łupem padła bramka pierwsza w tym meczu bramka. Michał dograł piłkę doskonale do Mateusza, a ten z bliska nie mógł się pomylić. Kolejny udany występ bliźniaków z Suchej Beskidzkiej z trybun stadionu przy Sportowej obserwował dyrektor sportowy KGHM Zagłębia Lubin Paweł Wojtala. Żaden piłkarz z Katowic w oczy rzucić mu się nie mógł...

Rozczarowanie
W poprzednich kolejkach Janusz Gancarczyk był motorem napędowym ofensywy GKS-u Katowice. W meczu w Bełchatowie jednak totalnie zawiódł, łapiąc bardzo głupią czerwoną kartkę za kopnięcie bez piłki Szymona Sawali. In minus też należy zaliczyć występ Bartłomieja Chwalibogowskiego, który miał udział przy dwóch trafieniach dla gospodarzy. Najpierw źle pokrył Maka, a potem spóźnionym wślizgiem totalnie zmylił Budziłka.

Co ciekawego
- Do Bełchatowa udało się ok. 200 kibiców GieKSy. Fani ze Śląska nie zdążyli co prawda na pierwszy gwizdek sędziego, ale stopniowo pojawiali się na trybunach w pierwszym kwadransie gry.

- Już w pierwszych fragmentach gry kunsztem bramkarskim musiał wykazać się Budziłek, który w świetnym stylu obronił uderzenie Kamila Poźniaka.

- W odpowiedzi na bramkę Arkadiusza Malarza uderzali Przemysław Pitry i Rafał Figiel, ale obaj mylili się nieznacznie. Kto wie, czy gdyby piłka za którymś razem do siatki wpadła, to meczu nie udałoby się uratować.

- W końcówce pierwszej połowy kibice Brunatnych zaprezentowali efektowną oprawę pirotechniczną. Niestety wkrótce race z sektora najzagorzalszych fanów bełchatowian poleciały w kierunku murawy.

- Jeszcze przed przerwą drugą bramkę dla bełchatowian mógł zdobyć Michał Mak, ale uderzył nieznacznie obok słupka.

- Od początku drugiej połowy drużyna Kamila Kieresia stłamsiła GieKSę, co szybko wpłynęło na zmianę wyniku meczu.

- Zanim padła druga bramka po błędzie defensywy katowiczan Budziłek sfaulował we własnym polu karnym Bartłomieja Bartosiaka. Bramkarz GKS-u zrehabilitował się jednak za niefortunną interwencję, broniąc strzał Grzegorza Barana z "jedenastki".

- Krótko po tej akcji golkiper naszego zespołu skapitulował jednak po raz drugi. W ogromnym zamieszaniu bitą przez Adriana Bastę piłkę wślizgiem trafił jeszcze wcześniej wspomniany Chwalibogowski, czym zupełnie zmylił własnego bramkarza.

- Nie minęła jeszcze godzina gry, a trzecią bramkę dla ekipy z Bełchatowa zdobył strzałem głową Paweł Baranowski, wykorzystując dogranie z rzutu wolnego.

- Gospodarze nie zamierzali zwalniać tempa i kilka minut później Michał Mak, po profesorsku wykańczając sytuację sam na sam z Budziłkiem zdobył czwartą w tym meczu bramkę.

- Na kwadrans przed końcowym gwizdkiem sędziego wynik meczu ustalił wprowadzony na boisko po przerwie Andreja Prokić.

- Po piątej bramce prezes katowickiego klubu Wojciech Cygan opuścił stadion z telefonem w ręku. Czyżby przy Bukowej miała nastąpić zmiana trenera?
źródło: SportSlaski.pl

Przeczytaj również