GKP Gorzów - GKS Katowice 3-3. Dwa gole dwóch stoperów
16.04.2011
Niesamowitą huśtawkę nastrój przeżyli kibice w Gorzowie Wielkopolskim. Prawdopodobnie był to ostatni mecz na szczeblu I-ligowym w tym sezonie, bo problemy finansowe nękające GKP są bardzo poważne. Do tego stopnia, że drużyna wedle planów ma wycofać się z rozgrywek i w przyszłym sezonie rozpocząć odbudowę w klasie okręgowej.
To wcale nie oznaczało dzisiaj, że gorzowianie odpuszczą GKS-owi. Przeciwnie! Chcieli pokazać się z bardzo dobrej strony i to im się udało. Szybko objęli dwubramkowe prowadzenie. Katowiczanie dali się zaskoczyć po dwóch stałych fragmentach gry.
Goście od razu rzucili się do odrabiania strat. Janusz Dziedzic przegrał pojedynek z bramkarzem GKP. Odpowiedź gospodarzy? Górski trafił w słupek. Minęły dwie minuty i wreszcie padła trzecia bramka. Indywidualną akcją popisał się Paweł Olkowski. Ten sam zawodnik przed przerwą po raz drugi umieścił piłkę w siatce, lecz arbiter zasygnalizował jego pozycję spaloną.
Kwadrans w szatni nie ostudził GKS-u. Adrian Napierała na samym początku drugiej odsłony doprowadził do remisu, jakby chcąc zaznaczyć fakt, iż wrócił do pierwszego składu. 10 minut później drugi ze stoperów z Bukowej - Jacek Kowalczyk wykorzystał dobrą centrę Piotra Plewni i GKS objął prowadzenie.
Gorzowianie nie załamali się. Zaczęli atakować. A jak wyrównali? Oczywiście po stałym fragmencie gry. Bezpośrednio z rzutu wolnego piłkę do siatki posłał Łuszkiewicz.
W końcówce obaj bramkarze nie pozwolili już na to, by ktoś zdobył gola numer siedem tego dnia.
To wcale nie oznaczało dzisiaj, że gorzowianie odpuszczą GKS-owi. Przeciwnie! Chcieli pokazać się z bardzo dobrej strony i to im się udało. Szybko objęli dwubramkowe prowadzenie. Katowiczanie dali się zaskoczyć po dwóch stałych fragmentach gry.
Goście od razu rzucili się do odrabiania strat. Janusz Dziedzic przegrał pojedynek z bramkarzem GKP. Odpowiedź gospodarzy? Górski trafił w słupek. Minęły dwie minuty i wreszcie padła trzecia bramka. Indywidualną akcją popisał się Paweł Olkowski. Ten sam zawodnik przed przerwą po raz drugi umieścił piłkę w siatce, lecz arbiter zasygnalizował jego pozycję spaloną.
Kwadrans w szatni nie ostudził GKS-u. Adrian Napierała na samym początku drugiej odsłony doprowadził do remisu, jakby chcąc zaznaczyć fakt, iż wrócił do pierwszego składu. 10 minut później drugi ze stoperów z Bukowej - Jacek Kowalczyk wykorzystał dobrą centrę Piotra Plewni i GKS objął prowadzenie.
Gorzowianie nie załamali się. Zaczęli atakować. A jak wyrównali? Oczywiście po stałym fragmencie gry. Bezpośrednio z rzutu wolnego piłkę do siatki posłał Łuszkiewicz.
W końcówce obaj bramkarze nie pozwolili już na to, by ktoś zdobył gola numer siedem tego dnia.
Polecane
I liga
Przeczytaj również
24.07.2022
24.07.2022
"GieKSa" w szoku przy pustym Blaszoku