Gilewicz wściekły, bo nie zobaczy rewanżu meczu Ruchu z Austrią

26.07.2010
Działacze z Chorzowa wyszli z propozycją, aby Radosław Gilewicz został ambasadorem Ruchu w kontaktach z Austriakami. Znany piłkarz grał w obu tych klubach, ale nie zobaczy ich pojedynku w LE.
- W czasie meczu rewanżowego będę w Turcji na urlopie. Nie ukrywam, że byłem wściekły na siebie, ponieważ rezerwując wczasy nie sądziłem, że Austrii uda się odrobić straty w spotkaniu rewanżowym (w Wiedniu z Sirokim Brijegiem zaledwie zremisowała). No cóż, szykuje się ciekawy pojedynek dwóch bliskich mi klubów, którego nie zobaczę - rozkłada ręce wychowanek GKS-u Tychy.

Jego zdaniem faworytem meczu są Austriacy, mimo że w stołecznym klubie zaszły duże zmiany. - Gdy w nim grałem, miał potężnego sponsora i budżet na poziomie 30 mln. W składzie było 16 reprezentantów wielu krajów. Obecnie budżet wiedeńczyków sięga 10 mln euro, ale i tak Austria ma na tyle silny skład, że jest faworytem w starciu z Ruchem - twierdzi Gilewicz.

Były reprezentant Polski jest przekonany, że "Niebiescy" zagrają inaczej niż w dotychczasowych meczach w Lidze Europejskiej. Nawet mimo tego, że Austria wydaje się być dużo bardziej wymagającym rywalem od Kazachów czy Maltańczyków. - Wierzę, że to ich maksymalnie zmobilizuje. Nie będą przed meczem dywagowali, na kogo trafią w następnej rundzie, bo z tej klasy rywalem nie ma już przelewek. Odniosłem wrażenie, że chorzowianie FC Valettę jednak trochę zlekceważyli - ocenia.
źródło: SportSlaski.pl / SPORT

Przeczytaj również