GieKSie "kombinowanie" nie idzie. Z wiceliderem będzie... łatwiej
22.03.2010
Sobotnie spotkanie było dla jego piłkarzy drogą przez mękę. A przecież miało być zupełnie inaczej, bo na Bukową zawitała ostatnia drużyna w I lidze. Zawiedli napastnicy. Szkoleniowcowi najbardziej żal było sytuacji Pawła Buśkiewicza. Napastnik trafił wprost w bramkarza, mimo że stał od niego nie dalej niż dwa metry. - Postawiłem na Pawła Zarzyckiego, bo to chłopak ze Śląska - Janusz Białek, opiekun Stali, cieszył się, że trafił z wyborem obsady bramki.
Urodzony w Gliwicach golkiper spisywał się znakomicie. Bez problemu wyłapywał piłki, które katowiczanie dość nieudolnie dośrodkowywali z rzutów wolnych. - Źle się ustawialiśmy. Ćwiczyliśmy to na treningach, ale dopiero ostatnia taka wrzutka nam wyszła - zauważył Moskal. W pierwszej połowie kilka stałych fragmentów gry "za darmo" oddał Piotr Plewnia.
Przede wszystkim szwankował jednak atak. GKS, który musiał prowadzić grę, nie radził z tym sobie kompletnie. Kilka dobrych podań kończyło się zazwyczaj odbiorem przeciwnika. - To już są kończące piłki. Jesteśmy zgrani, no ale wykończenie akcji to już sprawa indywidualna - tłumaczył Kamil Cholerzyński, który dwoił się i troił, ale nie mógł być zadowolony z tego, w jakiej dyspozycji są jego koledzy.
- Za tydzień w Łodzi będziemy grać lepiej - przekonywał jeszcze na pomeczowej konferencji szkoleniowiec. Moskal to niepoprawny optymista? Jego piłkarze również twierdzą, że w spotkaniu z wiceliderem może być... ciut łatwiej. - Zawsze nam się grało lepiej, gdy nie byliśmy faworytem. Gra kombinacyjna to trudny element. My jesteśmy dobrzy w kontratakach. Nie chcę powiedzieć, że z ŁKS-em będzie prościej, ale... to dobrze, że gramy z lepszą drużyną - podsumował Cholerzyński.
Urodzony w Gliwicach golkiper spisywał się znakomicie. Bez problemu wyłapywał piłki, które katowiczanie dość nieudolnie dośrodkowywali z rzutów wolnych. - Źle się ustawialiśmy. Ćwiczyliśmy to na treningach, ale dopiero ostatnia taka wrzutka nam wyszła - zauważył Moskal. W pierwszej połowie kilka stałych fragmentów gry "za darmo" oddał Piotr Plewnia.
Przede wszystkim szwankował jednak atak. GKS, który musiał prowadzić grę, nie radził z tym sobie kompletnie. Kilka dobrych podań kończyło się zazwyczaj odbiorem przeciwnika. - To już są kończące piłki. Jesteśmy zgrani, no ale wykończenie akcji to już sprawa indywidualna - tłumaczył Kamil Cholerzyński, który dwoił się i troił, ale nie mógł być zadowolony z tego, w jakiej dyspozycji są jego koledzy.
- Za tydzień w Łodzi będziemy grać lepiej - przekonywał jeszcze na pomeczowej konferencji szkoleniowiec. Moskal to niepoprawny optymista? Jego piłkarze również twierdzą, że w spotkaniu z wiceliderem może być... ciut łatwiej. - Zawsze nam się grało lepiej, gdy nie byliśmy faworytem. Gra kombinacyjna to trudny element. My jesteśmy dobrzy w kontratakach. Nie chcę powiedzieć, że z ŁKS-em będzie prościej, ale... to dobrze, że gramy z lepszą drużyną - podsumował Cholerzyński.
Polecane
I liga
Przeczytaj również
24.07.2022
24.07.2022
"GieKSa" w szoku przy pustym Blaszoku