GieKSa w Mielcu? Ostatnio była strzelanina
16.09.2017
W trzech ostatnich meczach GKS Katowice strzelił tylko jedną bramkę, stracił pięć i zdobył zaledwie jeden punkt. Fatalnie jak na drużynę, która ma ekstraklasowe aspiracje. Tym bardziej, że w dwóch spotkaniach GieKSa mierzyła się z ekipami z dolnej połowy tabeli. Jutro zmierzą się ze Stalą Mielec, która znacznie lepiej rozpoczęła sezon niż Zagłębie Sosnowiec czy Wigry Suwałki.
Oczywiście każdy ma prawo do słabszej formy, ale nawet jeśli ona już jest - kibic chce widzieć walkę i zaangażowanie. Fanom ekipy z Bukowej pewnie nieco łatwiej byłoby przełknąć gorycz porażki, gdyby tylko wychodzili ze stadionu z pełnym przekonaniem, że zawodnicy zrobili wszystko, by okazać się lepszym. Tak, jak to było na przykład w kwietniowym starciu Stali z GKS-em w Mielcu.
Katowiczanie rozpoczęli mecz najgorzej jak tylko mogli - szybko stracili bramkę, a od 20. minuty grali w "10", po czerwonej kartce dla Olivera Praznovsky'ego. Jakby tego było mało, tuż przed przerwą stracili kolejnego gola. W przerwie trener Jerzy Brzęczek przeprowadził dobre zmiany, wprowadził na boisko na przykład... Damiana Garbacika, który wywalczył rzut karny na początku drugiej połowy. Gol z 11 metrów Tomasza Foszmańczyka tchnął w katowickie szeregi dodatkową porcję mobilizacji i kwadrans później Andreja Prokić doprowadził do wyrównania.
Po chwili gospodarze ponownie objęli prowadzenie, ale i tak nie zdołali wygrać - bo pod koniec spotkania trener przeprowadził kolejną dobrą zmianę i wprowadzony trzy minuty wcześniej Mikołaj Lebedyński zdobył gola na 3:3. Mimo że walcząca wtedy o awans GieKSa przed meczem mogła liczyć na trzy punkty, to po meczu większych pretensji nie było - bo grająca przez ponad godzinę drużyna potrafiła strzelić na terenie rywala trzy gole. A walkę kibice cenią.
Stal Mielec - GKS Katowice
Niedziela, 12:30
Oczywiście każdy ma prawo do słabszej formy, ale nawet jeśli ona już jest - kibic chce widzieć walkę i zaangażowanie. Fanom ekipy z Bukowej pewnie nieco łatwiej byłoby przełknąć gorycz porażki, gdyby tylko wychodzili ze stadionu z pełnym przekonaniem, że zawodnicy zrobili wszystko, by okazać się lepszym. Tak, jak to było na przykład w kwietniowym starciu Stali z GKS-em w Mielcu.
Katowiczanie rozpoczęli mecz najgorzej jak tylko mogli - szybko stracili bramkę, a od 20. minuty grali w "10", po czerwonej kartce dla Olivera Praznovsky'ego. Jakby tego było mało, tuż przed przerwą stracili kolejnego gola. W przerwie trener Jerzy Brzęczek przeprowadził dobre zmiany, wprowadził na boisko na przykład... Damiana Garbacika, który wywalczył rzut karny na początku drugiej połowy. Gol z 11 metrów Tomasza Foszmańczyka tchnął w katowickie szeregi dodatkową porcję mobilizacji i kwadrans później Andreja Prokić doprowadził do wyrównania.
Po chwili gospodarze ponownie objęli prowadzenie, ale i tak nie zdołali wygrać - bo pod koniec spotkania trener przeprowadził kolejną dobrą zmianę i wprowadzony trzy minuty wcześniej Mikołaj Lebedyński zdobył gola na 3:3. Mimo że walcząca wtedy o awans GieKSa przed meczem mogła liczyć na trzy punkty, to po meczu większych pretensji nie było - bo grająca przez ponad godzinę drużyna potrafiła strzelić na terenie rywala trzy gole. A walkę kibice cenią.
Stal Mielec - GKS Katowice
Niedziela, 12:30
Polecane
I liga
Przeczytaj również
24.07.2022
24.07.2022
"GieKSa" w szoku przy pustym Blaszoku