GieKSa przyznaje się do winy. Zalega z ratami za wypożyczenie obrońcy
20.10.2009
21-latek został na Bukową wypożyczony na początku sierpnia. W umowie ustalono, że rok jego gry w GieKSie będzie kosztował katowiczan 15 tysięcy złotych (kluby umówiły się na trzy raty po 5 tysięcy złotych każda). I-ligowiec zastrzegł sobie również prawo pierwokupu, z którego może skorzystać po przelaniu na konto krakowskiego klubu kolejnych 40 tysięcy złotych.
- Pierwsze pięć tysięcy złotych powinniśmy otrzymać już dawno temu. Tymczasem nie dość, że nic takiego nie miało miejsca, to jeszcze nikt w Katowicach nie odbiera naszych telefonów. Jesteśmy kompletnie ignorowani, a przecież chcemy tylko, by to, co wcześniej wspólnie ustaliliśmy, było należycie respektowane - Andrzej Oraczewski, prezes Hutnika, nie kryje irytacji, choć zapewnia nie ma też na razie zamiaru dochodzić praw w piłkarskiej centrali.
Mogłoby być inaczej, gdyby nie to, że w Krakowie... panuje ogromna bieda. - Znajdujemy się w fatalnej kondycji finansowej, a wiemy, że i GKS-owi się nie przelewa. Wiemy, jak to jest, dlatego staramy się być wyrozumiali. Myślimy też przede wszystkim o samym Mateuszu. Nie chcemy psuć mu kariery. Ale nasza cierpliwość też ma swoje granice... - zaznacza Oraczewski.
Co na to władze GieKSy? Posypują głowę popiołem. - Cała wina leży po naszej stronie, za co działaczy Hutnika przepraszamy. Już jutro wyślemy do nich stosowne pismo. Wyjaśnimy w nim, w jaki sposób mamy zamiar spłacić należność - mówi Piotr Hyla, rzecznik prasowy GKS-u. Ale z posądzeniem o umyślne unikanie kontaktu z III-ligowcem się nie zgadza.
- Wiele się ostatnio u nas dzieje. Zmieniają się ludzie i - co za tym idzie - numery telefonów. Być może w Krakowie mają te, które są już nieaktualne. Numer kontaktowy do klubu jest natomiast ten sam od lat, a namiar na moją osobę można łatwo znaleźć w internecie - zauważa Hyla.
- Pierwsze pięć tysięcy złotych powinniśmy otrzymać już dawno temu. Tymczasem nie dość, że nic takiego nie miało miejsca, to jeszcze nikt w Katowicach nie odbiera naszych telefonów. Jesteśmy kompletnie ignorowani, a przecież chcemy tylko, by to, co wcześniej wspólnie ustaliliśmy, było należycie respektowane - Andrzej Oraczewski, prezes Hutnika, nie kryje irytacji, choć zapewnia nie ma też na razie zamiaru dochodzić praw w piłkarskiej centrali.
Mogłoby być inaczej, gdyby nie to, że w Krakowie... panuje ogromna bieda. - Znajdujemy się w fatalnej kondycji finansowej, a wiemy, że i GKS-owi się nie przelewa. Wiemy, jak to jest, dlatego staramy się być wyrozumiali. Myślimy też przede wszystkim o samym Mateuszu. Nie chcemy psuć mu kariery. Ale nasza cierpliwość też ma swoje granice... - zaznacza Oraczewski.
Co na to władze GieKSy? Posypują głowę popiołem. - Cała wina leży po naszej stronie, za co działaczy Hutnika przepraszamy. Już jutro wyślemy do nich stosowne pismo. Wyjaśnimy w nim, w jaki sposób mamy zamiar spłacić należność - mówi Piotr Hyla, rzecznik prasowy GKS-u. Ale z posądzeniem o umyślne unikanie kontaktu z III-ligowcem się nie zgadza.
- Wiele się ostatnio u nas dzieje. Zmieniają się ludzie i - co za tym idzie - numery telefonów. Być może w Krakowie mają te, które są już nieaktualne. Numer kontaktowy do klubu jest natomiast ten sam od lat, a namiar na moją osobę można łatwo znaleźć w internecie - zauważa Hyla.
Polecane
I liga
Przeczytaj również
24.07.2022
24.07.2022
"GieKSa" w szoku przy pustym Blaszoku