GieKSa po porażce z Zagłębiem: „Przed nami jeszcze 32 bitwy”

10.08.2015
Gwizdy żegnające Pawła Szołtysa opuszczającego boisko w trakcie spotkania,jak i całą drużynę tuż po jego zakończeniu były najdelikatniejszą formą okazania niezadowolenia kibiców z postawy zawodników GKS-u. Trybuny daly jasny sygnał - "ten mecz miał być zwycięski". 
Rafał Rusek/Press Focus
Niestety argumentów na to by tak się stało piłkarze z Katowic nie mieli praktycznie żadnych. To drużyna gości przez całe spotkanie grała dojrzały, pewny futbol. Największy problem gospodarze mieli ze skutecznym rozprowadzaniem akcji. Ta sztuka nie udawała się doświadczonemu Łukaszowi Pielorzowi, ani  Povilasowi Leimonasowi, rozgrywającemu tydzień temu świetne zawodowy przeciwko Wigrom Suwałki.
Poderwać zespół próbował Filip Burkhardt, który jednak pomimo kilku strzałów z dystansu również był cieniem samego siebie z poprzedniego meczu ligowego.
Zmobilizować zespołu do lepszej, a co najważniejsze bardziej spokojnej i rozważnej gry nie udawało się również kapitanowi zespołu – Grzegorzowi Goncerzowi. Mało tego – to właśnie lider katowickiej jedenastki zawinił przy stracie bramki.
W 24 minucie po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Konrad Budek perfekcyjnie wykorzystał chaos w katowickiej defensywie, urwał się popularnemu „Gonzowi” i było 0-1.
GieKSa zaatakowała… 10 minut przed końcem. Mimo długiego czasu posiadania piłki w tamtym fragmencie spotkania, kilku dośrodkowań i strzałów z dystansu defensywa Zagłębia Sosnowiec zachowała zimną krew i nie pozwoliła sobie na błąd.
Najgroźniejsza sytuacja stworzona przez zawodników GieKSy to dośrodkowanie Pietrzaka pod koniec spotkania, kiedy to świetną okazję do zrehabilitowania się miał Goncerz. Po jego strzale głową piłka trafiła jednak w słupek.
Kilka minut później sędzia zakończył spotkanie, a liczna grupa kibiców z Sosnowca mogła cieszyć się ze zwycięstwa. Ucieszony za to z pewnością nie był trener GieKSy Piotr Piekarczyk, który na pomeczowej konferencji ganił swoich piłkarzy za zbyt dużą liczbę strat oraz brak „brania gry na siebie” przez najbardziej doświadczonych zawodników.
Sobotnie spotkanie przyciągnęło na trybuny prawie komplet widzów. Zmagania piłkarzy obserwowało bowiem 6700 osób! „W pierwszej połowie coś, co dla nas miało być atutem – czyli nasza publiczność – bardziej deprymowało moich zawodników niż pomagało” - zauważył Piekarczyk. Zauważyli to chyba również wszyscy, którzy byli obecni na stadionie. Piłkarze GKS-u byli stremowani i zestresowani. Pocieszeniem może być chyba jedynie to, że drugi raz tak słabego spotkania zagrać się już chyba nie da. „Przegraliśmy bitwę, ale przed nami kolejne” - uspokajał kibiców po meczu Łukasz Pielorz.
To fakt – do końca sezonu zostały jeszcze przecież 32 kolejki. Piłkarze muszą więc zrobić wszystko, by w czerwcu ogłosić, że mimo kilku przegranych bitew, wygrali wojnę. 

SKŁAD GKS-u:
Dobroliński - Pietrzak, Pielorz, Kamiński, Jurkowski, Bębenek (46. Frańczak), Czerwiński, Leimonas (80. Trochim ), Burkhardt, Goncerz, Szołtys (63. Ciechański)

SKŁAD ZAGŁĘBIA: 
Gąsiński - Sierczyński, Budek, Markowski, Ninković, Matusiak, Dudek (83. Fonfara), Ryndak, Mizgała (73. Margol), Pribula, Fidziukiewicz (80. Arak)

BRAMKA: 
Budek '24
źródło: SportSlaski.pl
autor: Marcin Gruszczyński

Przeczytaj również