Frekwencja na Bukowej może być mizerna, bo ktoś z TVP nie pomyślał

18.09.2009
W bardzo niespotykanym terminie - we wtorek o 17:45 - swoje spotkanie z KSZO Ostrowiec Świętokrzyski rozegra GKS. Wtedy duża część kibiców katowiczan będzie jeszcze w pracy...
Umowa, na mocy której Telewizja Polska nabyła prawa do transmisji spotkań I ligi, miała wymiernie pomóc w promowaniu rozgrywek. I nie można powiedzieć, że misji swojej nie spełnia. Ale też nie robi tego zawsze. Kontrowersje wzbudza już to, że każdy z klubów - bez względu na to, jak często gości na antenie - może liczyć na takie same zyski. Tracą na tym zwłaszcza przedstawiciele naszego regionu, których pojedynki są pokazywane bardzo chętnie.

Z tą "niesprawiedliwością" zdążono się już jednak pogodzić. Również w Katowicach. Choć teraz pojawia się tu kolejny kłopot. Chodzi o termin rozegrania konfrontacji z KSZO Ostrowiec Świętokrzyski. Potyczka odbędzie się co prawda w ramach najbliższej, weekendowej kolejki, ale z powodu telewizyjnej relacji wyznaczono ją... na wtorek. Z tej mało "piłkarskiej" daty na Bukowej nikt problemu by nie robił, gdyby nie to, że zespoły mają wybiec na murawę już o 17:45.

- Cieszymy się, że jesteśmy tak medialni, ale szkoda, że ktoś w telewizji bardziej tego nie przemyślał. Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że być może tylko wtedy mieli "okienko", lecz trzeba też starać się zrozumieć nas - mówi Piotr Hyla, rzecznik prasowy GKS-u. Bo w środku tygodnia o tej porze wielu katowickich fanów zwyczajnie będzie jeszcze pracować. Ci, którzy mieszkają stosunkowo daleko od Bukowej, na stadion nie zdążą na pewno.

Wysokiej frekwencji na trybunach trudno się zatem spodziewać. - Jak sięgam pamięcią, nie przypominam sobie, by kiedykolwiek GieKSa grała o tej porze - podkreśla Hyla, który jednocześnie zwraca uwagę na zamieszanie, jakie ten specyficzny termin wprowadził w planie przygotowań drużyny. Pytanie, czy kogoś zmusi to do głębszej refleksji?
autor: Kamil Kwaśniewski

Przeczytaj również