FELIETON: Ach, ta Presja… czyli jak GKS Katowice szturmował ekstraklasę
11.04.2014
Mocna na własnym boisku, gdzie wspierały ją tłumy kibiców szczelnie wypełniających blaszok, waleczna, choć nie zawsze zwycięska na wyjazdach. Katowice były z GieKSy dumne i choć wciąż nie mówiło się o tym głośno, fani z Bukowej znów nieśmiało zaczęli marzyć o zamianie Kolejarza na Kolejorza czy wizycie przy Łazienkowskiej zamiast Niepołomic czy Niecieczy.
Wiosenny start nie był imponujący. Nie, to spore niedomówienie. Był po prostu kiepski. Porażka w Nowym Sączu miała być tylko wypadkiem przy pracy. Katowiczanie mieli sporo sytuacji, których nie zdołali wykorzystać. Mały falstart, nic więcej…
Nie można powiedzieć tego samego o przegranym spotkaniu z ostatnim (wtedy) Okocimskim Brzesko, zespołem, który miał na koncie 17 punktów! Przyszły ekstraklasowicz takich meczów nie przegrywa, zwłaszcza, gdy już po dwóch kwadransach ma rzut karny.
Dwie porażki z rzędu nie sprawiły, że GKS osunął się w tabeli, wciąż był blisko czołówki. Ale… w szeregi GieKSiarzy wkradł się niepokój i pojawiła się ona… niechciana, znienawidzona przez wszystkich… Presja. Sprawczyni wszelkiego zła.
Taka Presja to nic dobrego. Plącze nogi, osłabia wzrok, zaburza zdolność myślenia. I nagle najlepsi zawodnicy snują się po boisku tylko przeszkadzając sobie nawzajem. Przeszkadzają kibicom. A gdy kibic niezadowolony, Presja rośnie. Bo z trybun zamiast zagrzewających okrzyków płyną niecenzuralne epitety, bo strach wyjść na miasto (podobno za zdjęcie piłkarza GieKSy na imprezie czy podczas spożywania posiłku uznawanego ogólnie za kolidujący ze sportowym stylem życia można w Katowicach nieźle zarobić).
Znane powiedzenie mówi, że łaska pańska na pstrym koniu jedzie. To samo można powiedzieć o tej kibicowskiej. Wczoraj idol, dziś największy wróg. Nikogo się nie oszczędza. Kibic płaci za bilet, kibic ma prawo wymagać.
Winni takiego stanu rzeczy są w GieKSie wszyscy. Prezes – bo nie „motywuje” odpowiednio zawodników. Zawodnicy – bo zdaniem kibiców nie wkładają wystarczająco dużo zaangażowania w każdy mecz. Już pojawiła się spiskowa teoria, że awans jest im nie na rękę. Ktoś serio w to wierzy? Że nie walczą, bo w ekstraklasie zabrakłoby dla nich miejsca w zespole? Z pewnością – po awansie GieKSa sprzeda stadion, dorzucając w ramach bonusu katowickie rondo i kupi sobie za to śliczny, nowiutki komplet zawodników. Ekstraklasowych. A tych dwudziestu kilku, których już ma, wyrzuci na bruk.
Nie znam kontraktów poszczególnych piłkarzy, ale jestem przekonana, że awans im się opłaci, jeśli już tylko argument finansowy do kogoś przemawia. I może się mylę, ale ekstraklasowym klubom łatwiej chyba o sponsorów, o pieniądzach z NC+ już nawet nie wspominając.
W tej chwili oczywiście tabela jest bezlitosna – GKS do miejsca premiowanego awansem traci dziewięć punktów, a na wiosnę nie wygrał jeszcze meczu. I o optymizm trudno, bo gra zespołu z Bukowej wcale do niego nie zachęca. Paweł Czado, cytując Rafała Ulatowskiego napisał, że „katowiczan zjada nerwowość”. Jesienią GieKSa w trudnych momentach ruszała do ataku i jeśli nawet w kilku meczach miała szczęście, to dlatego, że mu dopomogła. Pojesiennej euforii starczyło na pięć wiosennych kolejek, może nawet mniej. To już ostatni moment na przebudzenie, ale też moment niezwykle trudny. Teraz przed katowiczanami trzy kolejne spotkania wyjazdowe: Gdynia, Rybnik i Ząbki. Wiele może się rozstrzygnąć. Do składu wrócił Budziłek, dobry duch drużyny, napastnicy też przecież w końcu muszą się przełamać. A z dala od Bukowej może Presja będzie mniejsza…
Olga Rybicka
Reporterka sportowa
TVP Katowice
Wiosenny start nie był imponujący. Nie, to spore niedomówienie. Był po prostu kiepski. Porażka w Nowym Sączu miała być tylko wypadkiem przy pracy. Katowiczanie mieli sporo sytuacji, których nie zdołali wykorzystać. Mały falstart, nic więcej…
Nie można powiedzieć tego samego o przegranym spotkaniu z ostatnim (wtedy) Okocimskim Brzesko, zespołem, który miał na koncie 17 punktów! Przyszły ekstraklasowicz takich meczów nie przegrywa, zwłaszcza, gdy już po dwóch kwadransach ma rzut karny.
Dwie porażki z rzędu nie sprawiły, że GKS osunął się w tabeli, wciąż był blisko czołówki. Ale… w szeregi GieKSiarzy wkradł się niepokój i pojawiła się ona… niechciana, znienawidzona przez wszystkich… Presja. Sprawczyni wszelkiego zła.
Taka Presja to nic dobrego. Plącze nogi, osłabia wzrok, zaburza zdolność myślenia. I nagle najlepsi zawodnicy snują się po boisku tylko przeszkadzając sobie nawzajem. Przeszkadzają kibicom. A gdy kibic niezadowolony, Presja rośnie. Bo z trybun zamiast zagrzewających okrzyków płyną niecenzuralne epitety, bo strach wyjść na miasto (podobno za zdjęcie piłkarza GieKSy na imprezie czy podczas spożywania posiłku uznawanego ogólnie za kolidujący ze sportowym stylem życia można w Katowicach nieźle zarobić).
Znane powiedzenie mówi, że łaska pańska na pstrym koniu jedzie. To samo można powiedzieć o tej kibicowskiej. Wczoraj idol, dziś największy wróg. Nikogo się nie oszczędza. Kibic płaci za bilet, kibic ma prawo wymagać.
Winni takiego stanu rzeczy są w GieKSie wszyscy. Prezes – bo nie „motywuje” odpowiednio zawodników. Zawodnicy – bo zdaniem kibiców nie wkładają wystarczająco dużo zaangażowania w każdy mecz. Już pojawiła się spiskowa teoria, że awans jest im nie na rękę. Ktoś serio w to wierzy? Że nie walczą, bo w ekstraklasie zabrakłoby dla nich miejsca w zespole? Z pewnością – po awansie GieKSa sprzeda stadion, dorzucając w ramach bonusu katowickie rondo i kupi sobie za to śliczny, nowiutki komplet zawodników. Ekstraklasowych. A tych dwudziestu kilku, których już ma, wyrzuci na bruk.
Nie znam kontraktów poszczególnych piłkarzy, ale jestem przekonana, że awans im się opłaci, jeśli już tylko argument finansowy do kogoś przemawia. I może się mylę, ale ekstraklasowym klubom łatwiej chyba o sponsorów, o pieniądzach z NC+ już nawet nie wspominając.
W tej chwili oczywiście tabela jest bezlitosna – GKS do miejsca premiowanego awansem traci dziewięć punktów, a na wiosnę nie wygrał jeszcze meczu. I o optymizm trudno, bo gra zespołu z Bukowej wcale do niego nie zachęca. Paweł Czado, cytując Rafała Ulatowskiego napisał, że „katowiczan zjada nerwowość”. Jesienią GieKSa w trudnych momentach ruszała do ataku i jeśli nawet w kilku meczach miała szczęście, to dlatego, że mu dopomogła. Pojesiennej euforii starczyło na pięć wiosennych kolejek, może nawet mniej. To już ostatni moment na przebudzenie, ale też moment niezwykle trudny. Teraz przed katowiczanami trzy kolejne spotkania wyjazdowe: Gdynia, Rybnik i Ząbki. Wiele może się rozstrzygnąć. Do składu wrócił Budziłek, dobry duch drużyny, napastnicy też przecież w końcu muszą się przełamać. A z dala od Bukowej może Presja będzie mniejsza…
Olga Rybicka
Reporterka sportowa
TVP Katowice
Polecane
I liga
Przeczytaj również
24.07.2022
24.07.2022
"GieKSa" w szoku przy pustym Blaszoku