Dziś finał Pucharu Polski! Faworyt czuje respekt przed "nowicjuszem"

30.12.2009
- Po odrodzeniu Naprzód jeszcze nie grał w meczu o taką stawkę. Katowiczanie, chcąc wykorzystać okazję, postawią nam ciężkie warunki - przestrzega Tomasz Wołkowicz, napastnik GKS-u Tychy.
To że Puchar Polski pozostanie na Śląsku było wiadome już po pierwszym półfinale, w którym Naprzód pokonał Stoczniowca. Gdańszczanie oddali dwukrotnie więcej strzałów na bramkę rywala, a mimo tego polegli w dogrywce. W drugim pojedynku o finał GKS Tychy rozprawił się z JKH, które postawiło dosyć wysoko poprzeczkę i może się wydawać, że skoro janowianie zaprezentowali się słabiej od jastrzębian, to tyszanie nie powinni mieć problemów z wywalczeniem trofeum.

- Widziałem tylko jakieś 10 minut pierwszego półfinału, także nie ma co gdybać - zaznacza Tomasz Wołkowicz, napastnik GKS-u. - Tym bardziej, że mecz meczowi nierówny. Trzeba zauważyć, że Naprzód po odrodzeniu (w 2004 reaktywowano klub po wcześniejszej likwidacji - przyp. red.) nie grał w spotkaniu o taką stawkę i będzie chciał pokazać się z jak najlepszej strony. Z pewnością będzie nam ciężko - dodaje.

Tym bardziej, że oprócz prestiżu, hokeiści walczą o 50.000 zł. - To na pewno jest dodatkowy bodziec. Szkoda tylko, że organizacja imprezy spada głównie na klub. Nie wiem ile kosztował puchar, ale czy rolą PZHL-u jest tylko jego zakup i ewentualne pojawienie się kogoś z centrali, aby go wręczyć zwycięzcy? - pyta retorycznie Wołkowicz.
autor: Mariusz Polak

Przeczytaj również