Drugi trener GieKSy: Pojawiły się niepotrzebne przepychanki
19.02.2011
Każde śniadanie to jeden wielki dylemat. Co zjeść? Czego jeszcze spróbować? A dlaczego nie wszystkiego po trochu? Pytanie niezwykle trudne, ale odpowiedzi nastręczają jeszcze więcej kłopotów. Szczególnie kadrze trenerskiej - bo przecież nie wykazując zbyt wielkiej ruchliwości, łatwo o dodatkowe kilogramy.
Niektórzy członkowie kadry szkoleniowo-organizacyjnej wdrożyli program "w zdrowym ciele zdrowy duch" i biegają na czczo celem pracy nad sylwetką. Któż taki zdobył się na tenże wysiłek? To pozostanie słodką tajemnicą...
Mimo że w godzinach popołudniowych mieliśmy rozgrywać "derby hotelu Alaiye", przed południem zaprosiliśmy piłkarzy na trening. Tym razem nie trenowaliśmy jednak na pobliskim placu, a wyruszyliśmy w pięciominutową podróż busami. Przy akompaniamencie kozich harców, w otoczeniu skałek i totalnego bałaganu, odbyliśmy jednostkę treningową zwaną rozruchem z pobudzeniem. Piękna pogoda poprawiła wszystkim nastroje, a pan kierownik głośno snuł wizje rychłej kąpieli. Tyle że miał kolejny - po tym śniadaniowym - dylemat: rzucić się dynamicznie na taflę basenu czy też rytmicznie współgrać z morskimi falami. Jak ta zagwozdka została ostatecznie rozstrzygnięta - to pilnie strzeżony sekret naszego fachowca od "spraw niemożliwych".
Po obiedzie jedna grupa piłkarzy wyruszyła z trenerem Szulem do treningu indywidualnego, natomiast pozostali gracze czynili preparację do spotkania towarzyskiego z drużyną bułgarskiej ekstraklasy - Minior Pernik. Mecz wzbudził spore zainteresowanie, bowiem wokół przyhotelowego boiska zjawili się tłumnie i piłkarze Miedzi Legnica, i pracownicy hotelu, i nie do końca zidentyfikowani postronni obserwatorzy. Od pierwszego gwizdka arbitra poczynaliśmy sobie w sposób dobrze zorganizowany. Błędy się zdarzają nawet najlepszym, dlatego dwa stracone gole podziałały na nas mobilizująco. I to cieszy, bowiem zespół coraz mocniej zdaje sobie sprawę z faktu, że jest silny, że ma ogromne możliwości, i że każdy piłkarz doskonale wie, co ma robić na boisku.
Momentami osiągaliśmy bardzo dużą przewagę w polu, dobrze operowaliśmy pressingiem (efekt to wybijanie piłki na oślep przez Bułgarów), długimi fragmentami znakomicie pracowaliśmy w bazie obronnej, konstruowaliśmy ciekawe ataki pozycyjne, ale i dobrze czuliśmy się w kontratakach. W drugiej połowie bramkę głową zdobył Tomasz Hołota i od tego momentu Bułgarzy zostali zepchnięci do niemal rozpaczliwej obrony. Niestety, ze strony rywali mnożyły się ostre faule, złośliwości, pojawiły się niepotrzebne przepychanki. Reasumując, był to na pewno nasz najlepszy występ w Turcji i świetny prognostyk przed rozgrywkami ligowymi. Nie ukrywam, że powiedziałem piłkarzom, iż sztab szkoleniowy jest dumny z postawy drużyny. Bo ręce przy linii bocznej same składały się do oklasków.
Zawodnicy tego dnia w dwóch turach przeszli odnowę biologiczną (basen otwarty i kryty, sauna, jacuzzi), a potem z przyjemnością ruszyliśmy wspólnie na kolację. A potem rozmowom nie było końca.
Marcin Gabor
Niektórzy członkowie kadry szkoleniowo-organizacyjnej wdrożyli program "w zdrowym ciele zdrowy duch" i biegają na czczo celem pracy nad sylwetką. Któż taki zdobył się na tenże wysiłek? To pozostanie słodką tajemnicą...
Mimo że w godzinach popołudniowych mieliśmy rozgrywać "derby hotelu Alaiye", przed południem zaprosiliśmy piłkarzy na trening. Tym razem nie trenowaliśmy jednak na pobliskim placu, a wyruszyliśmy w pięciominutową podróż busami. Przy akompaniamencie kozich harców, w otoczeniu skałek i totalnego bałaganu, odbyliśmy jednostkę treningową zwaną rozruchem z pobudzeniem. Piękna pogoda poprawiła wszystkim nastroje, a pan kierownik głośno snuł wizje rychłej kąpieli. Tyle że miał kolejny - po tym śniadaniowym - dylemat: rzucić się dynamicznie na taflę basenu czy też rytmicznie współgrać z morskimi falami. Jak ta zagwozdka została ostatecznie rozstrzygnięta - to pilnie strzeżony sekret naszego fachowca od "spraw niemożliwych".
Po obiedzie jedna grupa piłkarzy wyruszyła z trenerem Szulem do treningu indywidualnego, natomiast pozostali gracze czynili preparację do spotkania towarzyskiego z drużyną bułgarskiej ekstraklasy - Minior Pernik. Mecz wzbudził spore zainteresowanie, bowiem wokół przyhotelowego boiska zjawili się tłumnie i piłkarze Miedzi Legnica, i pracownicy hotelu, i nie do końca zidentyfikowani postronni obserwatorzy. Od pierwszego gwizdka arbitra poczynaliśmy sobie w sposób dobrze zorganizowany. Błędy się zdarzają nawet najlepszym, dlatego dwa stracone gole podziałały na nas mobilizująco. I to cieszy, bowiem zespół coraz mocniej zdaje sobie sprawę z faktu, że jest silny, że ma ogromne możliwości, i że każdy piłkarz doskonale wie, co ma robić na boisku.
Momentami osiągaliśmy bardzo dużą przewagę w polu, dobrze operowaliśmy pressingiem (efekt to wybijanie piłki na oślep przez Bułgarów), długimi fragmentami znakomicie pracowaliśmy w bazie obronnej, konstruowaliśmy ciekawe ataki pozycyjne, ale i dobrze czuliśmy się w kontratakach. W drugiej połowie bramkę głową zdobył Tomasz Hołota i od tego momentu Bułgarzy zostali zepchnięci do niemal rozpaczliwej obrony. Niestety, ze strony rywali mnożyły się ostre faule, złośliwości, pojawiły się niepotrzebne przepychanki. Reasumując, był to na pewno nasz najlepszy występ w Turcji i świetny prognostyk przed rozgrywkami ligowymi. Nie ukrywam, że powiedziałem piłkarzom, iż sztab szkoleniowy jest dumny z postawy drużyny. Bo ręce przy linii bocznej same składały się do oklasków.
Zawodnicy tego dnia w dwóch turach przeszli odnowę biologiczną (basen otwarty i kryty, sauna, jacuzzi), a potem z przyjemnością ruszyliśmy wspólnie na kolację. A potem rozmowom nie było końca.
Marcin Gabor
Polecane
I liga
Przeczytaj również
24.07.2022
24.07.2022
"GieKSa" w szoku przy pustym Blaszoku