Drugi trener GieKSy pobłądził w Turcji. Dotarł na zawody... taekwondo

18.02.2011
Asystent Wojciecha Stawowego, Marcin Gabor, będzie miał co wspominać po powrocie ze zgrupowania w Turcji. Drugi trener GKS-u w drodze na mecz... zgubił się. - Nikt nie potrafił mi pomóc - mówi.
W hotelu, w którym przebywają piłkarze GKS-u Katowice, mieszkają reprezentacje U-17 Turcji i Białorusi, które rozgrywały między sobą dwumecz. Na drugie spotkanie między tymi ekipami postanowił wybrać się drugi trener katowiczan, Marcin Gabor.

- Już powinna trwać rozgrzewka, a na boisku ledwie para dzieciaków goniła za piłką. Spojrzałem w prawo i ujrzałem ludzi w dresach reprezentacji Turcji, udających się do dużego budynku, będącego halą sportową. Wykoncypowałem sobie, że to pewnie szatnia, a zawodnicy tureccy się spóźnili. Wszedłem do środka i… zdębiałem - relacjonuje szkoleniowiec. Okazało się, że dotarł na... mistrzostwa Europy w taekwondo.

- Rzuciłem okiem na wyświetlacz telefonu i doszedłem do wniosku, że sytuacja nie jest różowa. Bateria na ukończeniu, a ja nie mam pojęcia, gdzie się znajduję. Zacząłem się przechadzać po okolicy i nagabywać przechodniów, czy w drodze wyjątku nie znają miejsca rozgrywania meczu międzypaństwowego. Nikt nie potrafił mi pomóc, mimo że wszyscy byli bardzo życzliwi i przyjaźni - opisuje Gabor.

Trenerowi pomógł kierownik drużyny, Paweł Maźniewski, który zorganizował transport na miejsce rozgrywania spotkania. - Samo spotkanie przerodziło się w chaotyczną wymianę ciosów, jednak kilku młodych zawodników prezentowało naprawdę niezłe umiejętności indywidualne. Szczególnie Turcy - kontynuuje. W drogę powrotną Gabor zabrał się razem z reprezentacją Białorusi.
źródło: gieksa.pl

Przeczytaj również