- Dostali prezent od sędziego! - uważa Piotr Reiss. Cięta riposta GieKSy

04.04.2010
W obozie Warty twierdzą, że sędzia Grzegorz Stęchły miał duży wpływ na wynik piątkowego meczu. - Tak? Biorąc pod uwagę okazje strzeleckie, powinniśmy byli wygrać 6-1 - odpowiadają na Bukowej.
Wynik 2-0, jakim zakończył się mecz GKS-u Katowice z Wartą Poznań, każe twierdzić, że gospodarze odnieśli przekonującą wygraną. Co więcej, właśnie tak to wyglądało z wysokości trybun. Piotr Reiss, lider Warty Poznań, jest jednak odmiennego zdania. - Najbardziej sprawiedliwym wynikiem byłby remis - podkreśla były reprezentant Polski. Skąd taka opinia?

- W drugiej połowie mieliśmy przewagę, ale w dosyć niefrasobliwy sposób straciliśmy bramkę. To był błąd całego bloku defensywnego - przyznaje Reiss. Bardziej niż wspomniana niefrasobliwość własnych obrońców zdenerwowała go natomiast sytuacja, w której Paweł Iwanicki padł w polu karnym katowiczan po starciu z Danielem Małkowskim, graczem GKS-u.

Jak dla "Reksia", karny ewidentny. - Sędzia podarował miejscowym świąteczny prezent! Nie tylko należało się nam "wapno", ale jeszcze zawodnik rywali powinien był otrzymać czerwoną kartkę. Gdyby tak się stało, to ten mecz potoczyłby się zupełnie inaczej. Nie znaczy to, że odmawiam katowiczanom umiejętności. GKS to bardzo ambitny zespół. Grają agresywną piłkę, czasami jest to gra faul. Piłkarsko w piątek to my byliśmy jednak lepsi - przekonuje.

Co na to Paweł Buśkiewicz, bohater tej rywalizacji? - Poznaniacy pokazali naprawdę fajną piłkę. No, tylko że to my stworzyliśmy sobie jakieś sześć doskonałych sytuacji bramkowych. Goście mieli natomiast - zakładając, że faul w "szesnastce" rzeczywiście był - jeden rzut karny. A zatem, powinno się było skończyć 6-1 dla nas - uśmiecha się napastnik drużyny z Bukowej.

- Operowali piłką w środku pola, ale niczego to nie dało. My zaś obraliśmy skuteczną taktykę. Pozwalaliśmy Warcie grać, a sami wypracowywaliśmy kolejne okazje - wyjaśnia.
autor: Kamil Kwaśniewski

Przeczytaj również