Dominik Sadzawicki: Tacie pod względem piłkarskim trudno dogodzić

12.04.2013
- W szatni Gwarka zdarzali się też chłopcy kibicujący Ruchowi. Ileż było zawsze "szydery", kiedy w ekstraklasie jednej lub drugiej drużynie powinęła się noga - mówi Dominik Sadzawicki, kibic i piłkarz GieKSy.
Zawodnik GKS-u Katowice jest autentycznym kibicem klubu z Bukowej. Chodził nawet na "Blaszok". - Rzeczywiście zasiadałem na nim często i regularnie. Choć wcześniej siadywałem po przeciwnej stronie stadionu. To było wtedy, kiedy na mecze jeździłem z rodzicami, w okresie gry taty przy Bukowej. Dość szybko się jednak usamodzielniłem. Na mecze nowego GKS-u w IV lidze, wybierałem się już w pojedynkę. To znaczy z kolegami z fan klubów ze Sławkowa i Olkusza - przyznaje.

Jego droga do ulubionego klubu była jednak okrężna. Grał bowiem najpierw w Gwarku Zabrze. - Kiedy wychodziliśmy na boisko, byliśmy jedną drużyną z jednym celem  i każdy zapominał o swych kibicowskich sympatiach. A w szatni? No cóż, byli w niej fani różnych drużyn. Jako że to Zabrze, najwięcej było "górników". Ale zdarzali się też chłopcy kibicujący Ruchowi. Ileż było zawsze "szydery", kiedy w ekstraklasie jednej lub drugiej drużynie powinęła się noga - uśmiecha się Sadzawicki.

Jako się rzekło, jego ojciec był swego czasu piłkarzem katowiczan. Jak ocenia poczynania syna? - Tata nie wszystkie mecze widział. Po Cracovii był... nerwowy, bo przecież nie powinniśmy tam byli przegrać. Zresztą jemu trudno dogodzić pod względem piłkarskim - kończy.
źródło: Sport

Przeczytaj również