Czy PZKosz chce stworzyć ligę zamknietą?
20.03.2009
Od siedmiu lat, gdy spadku zaznała Pogoń Ruda Śląska, w ekstraklasie nie występuje żaden śląski klub. Końcówka lat 90. to aż trzy zespoły z naszego regionu w PLK. Ostatnią drużyną, która zdobyła medal były Bobry Bytom, które stanęły na najniższym stopniu podium w sezonie 1998/99. Z kolei ostatnie złoto, to sezon 1985/86 i mistrzostwo zdobyte przez Zagłębie Sosnowiec, prowadzone wówczas przez Tomasza Służałka. Dziś, doświadczony szkoleniowiec prowadzi Big Star Tychy i zamierza awansować do najwyższej klasy rozgrywkowej.
Obecnie PLK ma charakter ligi zawodowej, stąd też by zagrać w niej nie wystarczy wywalczyć awans. Klub chcący w niej występować musi spełnić także pozostałe warunki, czyli: mieć gwarancje budżetowe na minimum 2 mln zł, halę o pojemności minimalnej 1,5 tys., a także działać na prawach Sportowej Spółki Akcyjnej. W Tychach zdają sobie sprawę z tych wymagań i uważają, że są w stanie je wypełnić.
Jak się jednak niedawno okazało, prezes PZKosz, Roman Ludwiczuk, w czasie swojej wizyty w Rzeszowie, zaproponował prezydentowi tego miasta ofertę gry w PLK! Na czym polega owa propozycja? Klub oprócz wyżej wymienionych warunków musiałby dodatkowo wykupić dziką kartę, wycenianą na 400 tys. zł, a także posiadać budżet wynoszący o 0,5 mln zł więcej niż podany w warunkach podstawowych. Co dziwniejsze, miejscowa Resovia jest najgorszym klubem w I lidze i prawdopodobnie spadnie. Dodatkowo na meczach gromadzi się garstka ludzi. - Temu miastu, z tak wspaniałymi tradycjami należy się miejsce w elicie - powiedział prezes centrali.
Minęło kilka dni, a o podobnej ofercie mogliśmy usłyszeć w Łodzi. Co więcej, ŁKS może ów awans wywalczyć na parkiecie. Jego rywalem jest jednak Big Star i to niewątpliwie tyszanie są faworytem tej rywalizacji. - Takie propozycje w trakcie decydującej fazy uważam za niezwykle nieetyczne. Czy nie można było z tym zaczekać do zakończenia rozgrywek? - zastanawia się Służałek. - Czy kluby z mniejszych ośrodków nie mają prawa grać w ekstraklasie? Mam poważne obawy o poziom sędziowania w najbliższych meczach - dodaje.
Zarzuty szkoleniowca stara się odeprzeć sternik związku. - Nasza oferta nie jest kierowana bezpośrednio do drużyn, a do miast i to one decydują. Także nie faworyzuje w żaden sposób ŁKS-u. Stworzenie sprawnie działającego w formie SSA klubu nie jest tak prostą sprawą jak się niektórym wydaje - wyjaśnia Ludwiczuk. - Taka sama propozycja została również przekazana do Katowic - dodaje.
- Żadna oferta do nas nie wpłynęła. Nie ma możliwości, byśmy mogli coś takiego przegapić, bo każdą traktujemy serio. Zarówno do urzędu miasta, jak i bezpośrednio na ręce prezydenta nie trafiło zaproszenie do ekstraklasy - mówi Sławomir Witek, naczelnik wydziału sportu i turystyki katowickiego magistratu. W tej sytuacji można mieć poważne obawy o to, czy aby na pewno Śląsk jest traktowany poważnie na koszykarskiej mapie Polski.
Obecnie PLK ma charakter ligi zawodowej, stąd też by zagrać w niej nie wystarczy wywalczyć awans. Klub chcący w niej występować musi spełnić także pozostałe warunki, czyli: mieć gwarancje budżetowe na minimum 2 mln zł, halę o pojemności minimalnej 1,5 tys., a także działać na prawach Sportowej Spółki Akcyjnej. W Tychach zdają sobie sprawę z tych wymagań i uważają, że są w stanie je wypełnić.
Jak się jednak niedawno okazało, prezes PZKosz, Roman Ludwiczuk, w czasie swojej wizyty w Rzeszowie, zaproponował prezydentowi tego miasta ofertę gry w PLK! Na czym polega owa propozycja? Klub oprócz wyżej wymienionych warunków musiałby dodatkowo wykupić dziką kartę, wycenianą na 400 tys. zł, a także posiadać budżet wynoszący o 0,5 mln zł więcej niż podany w warunkach podstawowych. Co dziwniejsze, miejscowa Resovia jest najgorszym klubem w I lidze i prawdopodobnie spadnie. Dodatkowo na meczach gromadzi się garstka ludzi. - Temu miastu, z tak wspaniałymi tradycjami należy się miejsce w elicie - powiedział prezes centrali.
Minęło kilka dni, a o podobnej ofercie mogliśmy usłyszeć w Łodzi. Co więcej, ŁKS może ów awans wywalczyć na parkiecie. Jego rywalem jest jednak Big Star i to niewątpliwie tyszanie są faworytem tej rywalizacji. - Takie propozycje w trakcie decydującej fazy uważam za niezwykle nieetyczne. Czy nie można było z tym zaczekać do zakończenia rozgrywek? - zastanawia się Służałek. - Czy kluby z mniejszych ośrodków nie mają prawa grać w ekstraklasie? Mam poważne obawy o poziom sędziowania w najbliższych meczach - dodaje.
Zarzuty szkoleniowca stara się odeprzeć sternik związku. - Nasza oferta nie jest kierowana bezpośrednio do drużyn, a do miast i to one decydują. Także nie faworyzuje w żaden sposób ŁKS-u. Stworzenie sprawnie działającego w formie SSA klubu nie jest tak prostą sprawą jak się niektórym wydaje - wyjaśnia Ludwiczuk. - Taka sama propozycja została również przekazana do Katowic - dodaje.
- Żadna oferta do nas nie wpłynęła. Nie ma możliwości, byśmy mogli coś takiego przegapić, bo każdą traktujemy serio. Zarówno do urzędu miasta, jak i bezpośrednio na ręce prezydenta nie trafiło zaproszenie do ekstraklasy - mówi Sławomir Witek, naczelnik wydziału sportu i turystyki katowickiego magistratu. W tej sytuacji można mieć poważne obawy o to, czy aby na pewno Śląsk jest traktowany poważnie na koszykarskiej mapie Polski.
Polecane
Koszykówka