Czy ktoś jeszcze wierzy w awans GKS-u Katowice?

20.05.2017
To miało być najłatwiejsze spotkanie z pozostałych trzech do rozegrania, a i tak okazało się, że "czerwona latarnia" Nice I ligi to przeszkoda nie do przejścia dla GKS-u Katowice. Katowiczanie zawiedli na całej linii i mimo dwubramkowego prowadzenia nie zdołali wygrać. Ba - nie zdobyli nawet punktu!
Rafał Rusek/Press Focus
W wyjściowym składzie GieKSy zaszły dwie zmiany. Za Pawła Mandrysza grał Kamil Jóźwiak, a za Mikołaja Lebedyńskiego kapitan Grzegorz Goncerz - i to właśnie "Gonzo" pierwszy zaatakował. Z jego uderzeniem przy słupku Grzegorz Wnuk jeszcze sobie poradził, ale kilka minut później był już bezradny, gdy po fatalnym zagraniu jednego z zawodników MKS-u Goncerz przejął piłkę i zagrał do wychodzącego Andreji Prokicia, który zdobył swoją siódmą bramkę w tym sezonie.

Kilka minut później przyjezdni znów się nie popisali i ponownie pozwolili gospodarzom znaleźć się pod swoją bramką, z czego skorzystał Kamil Jóźwiak, podwyższając prowadzenie uderzeniem z kilkunastu metrów. GKS prowadził i spokojnie kontrolował mecz. MKS rzadko kiedy pojawiał się w polu karnym Sebastiana Nowaka i jeśli już pachniało kolejnym trafieniem, to raczej dla katowiczan, a nie gości.

Dopiero kilka minut przed przerwą przyjezdni mieli naprawdę dobrą sytuację. Potknął się Dawid Abramowicz, co otworzyło drogę do bramki Dominikowi Kościelniakowi. Ten jednak uderzył fatalnie. Minęła chwila, a piłka po raz kolejny znalazła się w polu karnym - tym razem świetne dośrodkowanie z lewej strony wykorzystał Paweł Kubiak, który uderzeniem głową pokonał Nowaka. Był to... pierwszy celny strzał przyjezdnychi.

Druga połowa rozpoczęła się... od bramki dla MKS-u. W podbramkowym zamieszaniu z kilku metrów uderzył Adam Orłowicz. Wyrównujący gol rozzłościł kibiców, którzy okrzykami: "Chcemy awansu" jasno dawali do zrozumienia, że takim wynikiem to spotkanie zakończyć się nie może.

Presja rosła z każdą kolejną minutą i chyba tylko tym można wytłumaczyć rosną niedokładność podopiecznych trenera Jerzego Brzęczka. Można się było spodziewać, że przy takim wyniku piłka nie będzie wychodziła z połowy MKS-u, ale przez błędy GieKSy goście mieli kilka okazji do kontr. Katowiczanie bili głową w mur, brakowało im zimnej krwi w polu karnym rywala, źle rozgrywali akcje, w których mieli liczebną przewagę.

W doliczonym czasie gry, przy rzucie rożnym, Nowak pobiegł w pole karne rywala, jednak MKS zdołał się obronić. Zanim bramkarz GKS-u wrócił do swojej bramki, ekipa z Kluczborka wykonywała rzut wolny z połowy boiska. Na strzał z kilkudziesięciu metrów zdecydował się Tomasz Swędrowski. Piłka wpadła do siatki, a trybuny wręcz kipiały ze złości. Okrzyk "zero ambicji" i "GieKSa to my" to jedne z niewielu, które nadają się do cytowania.

GKS Katowice - MKS Kluczbork 2:3 (2:1)
1:0 - Prokić, 12'
2:0 - Jóźwiak, 17'
2:1 - Kubiak, 39'
2:2 - Orłowicz, 48'
2:3 - Swędrowski, 90'

GKS: Nowak - Czerwiński (80' Mandrysz), Kamiński, Pielorz, D. Abramowicz - Foszmańczyk, Kalinkowski, Zejdler (43' Wołkowicz), Jóźwiak - Goncerz (69' Lebedyński), Prokić. Trener: Jerzy Brzęczek.

MKS: Wnuk - Orłowicz, Gierak, Brodziński, Nitkiewicz - Niziołek, Deja (46' Swędrowski), Załęcki, Kościelniak (77' Essam) - Kojder, Kubiak (89' Kwaśniewski). Trener: Andrzej Konwiński.

Żółte kartki: Jóźwiak, Wołkowicz - Niziołek, Nitkiewicz.
Sędziował Karol Rudziński (Olsztyn).
autor: Adrian Waloszczyk

Przeczytaj również