Czerwona kartka wcale nie pomogła GKS-owi. Wręcz przeciwnie!

18.09.2011
- Paradoksalnie grało się nam gorzej od chwili, kiedy Zawisza Bydgoszcz grał w osłabieniu - twierdzi Damian Chmiel, a jego zdanie podziela Grzegorz Goncerz. Katowiczanie przez 40 minut "bili głową w mur".
Przypomnijmy, że dwie żółte kartki w przeciągu... czterech minut zobaczył Michał Ilków-Gołąb i od tego momentu goście grali w dziesiątkę. - Niestety, od razu cofnęli się całą drużyną, a wiadomo, że każdy polski zespół ma problem, kiedy rywalem ustawiają "autobus" na 20-30 metrze od swojej bramki - tłumaczy Damian Chmiel.

- Nie dość, że Zawisza się cofnął, to jeszcze wyprowadzał szybkie kontry. Po jednej z takich akcji zdobył bramkę. A my byliśmy zmuszeni do ataku pozycyjnego, który jest naszą bolączką - przyznaje Grzegorz Goncerz. Kolejne dośrodkowania nie przynosiły efektu. Mateusz Zachara dochodził do piłki, lecz nie był w stanie skierować jej głową do bramki. Po uderzeniu Tomasza Hołoty świetnie spisał się bramkarz ekipy z Bydgoszczy.

Rafał Górak na kwadrans przed końcem meczu wyczerpał limit zmian. Na plac gry posłał "wszystko" to, co miał ofensywne na ławce. Weszli więc Bartłomiej Chwalibogowski, Dominik Kruczek i Deniss Rakels. Łotysz miał świetną okazję, lecz nie wykorzystał momentu, kiedy poślizgnął się bramkarz przyjezdnych.

- Robiliśmy, co mogliśmy. Zagraliśmy to samo, co z Polkowicami, lecz najwyraźniej na Zawiszę to zbyt mało - wzdycha Chmiel.
autor: Krzysztof Kubicki

Przeczytaj również