Cracovia - Tychy 7-0. GKS został w Krakowie wicemistrzem Polski
16.03.2009
Wszyscy przewidywali, że Cracovia nie da już sobie wydrzeć mistrzostwa i GKS stoi na przegranej pozycji. Hokeiści z Tychów mówili jednak, że póki krążek w grze, jest szansa i będą walczyć do ostatniego gwizdka. Tego niestety zabrakło i krakowianie bez większego wysiłku zdołali obronić tytuł. - Mecz praktycznie do jednej bramki. Cracovia bezdyskusyjnie była lepsza - skwitował Tomasz Proszkiewicz, napastnik tyszan.
Pierwszym szokiem dla kibiców gości było ustawienie. Dostępu do bramki razem z Gonerą bronił Prochazka, który w dotychczasowych pojedynkach zaliczył jedynie mały epizod. Natomiast obrońca Jakesz zagrał na prawym ataku w drugiej formacji, gdzie nominalnie występuje Sarnik. - Nie zyskałem uznania w oczach trenera - powiedział krótko, załamany nieobecny.
Tyszanie grali bardzo słabo. Tempo z jakim przeprowadzali swoje akcje ofensywne przypominało telewizyjne powtórki, a nie walkę za wszelką cenę o przedłużenie nadziei o złotym medalu. -Nie chciałbym tłumaczyć nas brakiem sił, ale jednak poprzedni tydzień był bardzo wyczerpujący - wydusił ze smutkiem Proszkiewicz.
- Niby na początku prowadziliśmy grę, ale to Cracovia zdobyła dwie bramki. To kompletnie podcięło nam skrzydła. Od tego momentu rywale kontrolowali wydarzenia na lodzie. Wykorzystali wszystkie nasze błędy i zasłużenie wygrali - tłumaczył napastnik Michał Garbocz.
Głośno się mówiło, że o losach całej rywalizacji zadecydowała pierwsza porażka GKS-u na własne życzenie. - To chyba było głównym problemem. Gdzieś to w głowach siedziało. Ciężko powstać po takim ciosie - wyjaśniał prezes, Andrzej Skowroński.
- Jedyne co możemy, to przeprosić swoich kibiców - zakończył Proszkiewicz.
Pierwszym szokiem dla kibiców gości było ustawienie. Dostępu do bramki razem z Gonerą bronił Prochazka, który w dotychczasowych pojedynkach zaliczył jedynie mały epizod. Natomiast obrońca Jakesz zagrał na prawym ataku w drugiej formacji, gdzie nominalnie występuje Sarnik. - Nie zyskałem uznania w oczach trenera - powiedział krótko, załamany nieobecny.
Tyszanie grali bardzo słabo. Tempo z jakim przeprowadzali swoje akcje ofensywne przypominało telewizyjne powtórki, a nie walkę za wszelką cenę o przedłużenie nadziei o złotym medalu. -Nie chciałbym tłumaczyć nas brakiem sił, ale jednak poprzedni tydzień był bardzo wyczerpujący - wydusił ze smutkiem Proszkiewicz.
- Niby na początku prowadziliśmy grę, ale to Cracovia zdobyła dwie bramki. To kompletnie podcięło nam skrzydła. Od tego momentu rywale kontrolowali wydarzenia na lodzie. Wykorzystali wszystkie nasze błędy i zasłużenie wygrali - tłumaczył napastnik Michał Garbocz.
Głośno się mówiło, że o losach całej rywalizacji zadecydowała pierwsza porażka GKS-u na własne życzenie. - To chyba było głównym problemem. Gdzieś to w głowach siedziało. Ciężko powstać po takim ciosie - wyjaśniał prezes, Andrzej Skowroński.
- Jedyne co możemy, to przeprosić swoich kibiców - zakończył Proszkiewicz.
Polecane
Polska Hokej Liga