Cracovia - Tychy 4-2. Parodia hokeja w Krakowie. Przegrana tyszan
20.11.2012
Mecz był rozgrywany przy małej liczbie widzów, co mogło dziwić. W końcu zespoły z Krakowa i Tychów należą do ścisłej czołówki polskiej ligi. Jednak odpowiedź na pytanie, dlaczego tak mało fanów pofatygowało się na spotkanie przy Siedleckiego, poznaliśmy już w pierwszej tercji. Premierowe 20 minut stało na bardzo marnym poziomie. Zawodzili zwłaszcza hokeiści gości, którzy przez pierwszych kilka minut nie potrafili przeprowadzić składnej akcji. Wykorzystali to zawodnicy "Pasów". Po niespełna czterech minutach gry, akcję braci Laszkiewiczów wykończył Daniel. Cracovia grała wtedy przewadze 5 na 4.
Była to jedyna bramka, którą zobaczyli kibice. Szans - po obu stronach - było jednak więcej. Podwyższyć prowadzenie mogli miejscowi, jednak brakowało im szczęścia. Kilka razy dobrze interweniował Arkadiusz Sobecki. Z biegiem czasu zaczęły budzić się Tychy. Dwa razy w poprzeczkę trafił Adam Bagiński, a na półtorej minuty przed końcem tercji dwukrotnie świetnie spisał się bramkarz gospodarzy - Rafał Radziszewski. Fantastycznie obronił uderzenia Michała Woźnicy i Bagińskiego.
Druga odsłona spotkania rozpoczęła się od dwóch bramek dla Cracovii. Najpierw po dalszym słupku uderzył Sebastian Kowalówka. Sześć minut później było 3-0. Uderzenie Roberta Kosteckiego zostało jeszcze odbite, ale przy dobitce Arona Chmielewskiego Sobecki nie miał szans. Gdy gospodarze pewnie prowadzili, wreszcie akcję na miarę możliwości i oczekiwań przeprowadzili tyszanie. Michał Kotlorz obsłużył prostopadłym podaniem Milana Baranyka, a ten wykorzystał sytuację sam na sam. Hokeiści GKS-u wciąż grali chaotycznie, ale zdołali po raz drugi wpakować "gumę" między słupki. Teddy da Costa uderzył na bramkę, a fatalny błąd popełnił Radziszewski i krążek wpadł do bramki między jego nogami. W samej końcówce na 4-2 mogli podwyższyć krakowianie. Po błędzie Rafała Dutki pomknęli na bramkę bracia Leszkiewiczowie, nie zdołali jednak pokonać bramkarza z Tychów. Świetnej okazji nie wykorzystał Leszek Laszkiewicz.
W 43. minucie gospodarze odskoczyli na dwubramkowe prowadzenie. Krążek został przegrany przez środek na lewą stronę, a decydujące uderzenie oddał Sebastian Kowalówka. Gospodarze nie forsowali już tempa, nasz zespół nie był już w stanie nic zrobić i marne widowisko zakończyło się wygraną miejscowych.
Była to jedyna bramka, którą zobaczyli kibice. Szans - po obu stronach - było jednak więcej. Podwyższyć prowadzenie mogli miejscowi, jednak brakowało im szczęścia. Kilka razy dobrze interweniował Arkadiusz Sobecki. Z biegiem czasu zaczęły budzić się Tychy. Dwa razy w poprzeczkę trafił Adam Bagiński, a na półtorej minuty przed końcem tercji dwukrotnie świetnie spisał się bramkarz gospodarzy - Rafał Radziszewski. Fantastycznie obronił uderzenia Michała Woźnicy i Bagińskiego.
Druga odsłona spotkania rozpoczęła się od dwóch bramek dla Cracovii. Najpierw po dalszym słupku uderzył Sebastian Kowalówka. Sześć minut później było 3-0. Uderzenie Roberta Kosteckiego zostało jeszcze odbite, ale przy dobitce Arona Chmielewskiego Sobecki nie miał szans. Gdy gospodarze pewnie prowadzili, wreszcie akcję na miarę możliwości i oczekiwań przeprowadzili tyszanie. Michał Kotlorz obsłużył prostopadłym podaniem Milana Baranyka, a ten wykorzystał sytuację sam na sam. Hokeiści GKS-u wciąż grali chaotycznie, ale zdołali po raz drugi wpakować "gumę" między słupki. Teddy da Costa uderzył na bramkę, a fatalny błąd popełnił Radziszewski i krążek wpadł do bramki między jego nogami. W samej końcówce na 4-2 mogli podwyższyć krakowianie. Po błędzie Rafała Dutki pomknęli na bramkę bracia Leszkiewiczowie, nie zdołali jednak pokonać bramkarza z Tychów. Świetnej okazji nie wykorzystał Leszek Laszkiewicz.
W 43. minucie gospodarze odskoczyli na dwubramkowe prowadzenie. Krążek został przegrany przez środek na lewą stronę, a decydujące uderzenie oddał Sebastian Kowalówka. Gospodarze nie forsowali już tempa, nasz zespół nie był już w stanie nic zrobić i marne widowisko zakończyło się wygraną miejscowych.
Polecane
Polska Hokej Liga