Cracovia - Tychy 4-2. Mistrz po raz pierwszy za mocny dla... wicemistrza

22.11.2011
Trzy dotychczasowe spotkania między Cracovią a GKS-em Tychy, kończyły się zwycięstwami tyszan. Tym razem jednak mistrzowie Polski okazali się za mocni, choć tyscy hokeiści zaczęli znakomicie...
Spotkanie zapowiadało się na szlagier 22. kolejki Polskiej Ligi Hokeja na Lodzie. Mistrz Polski podejmował w końcu wicemistrza, a drugi zespół tego sezonu, grał z trzecim. Jednak w przypadku ewentualnego zwycięstwa, goście przeskoczyliby w tabeli krakowian.

Zobacz, jak poradziły sobie Zagłębie Sosnowiec i JKH GKS Jastrzębie w 22. kolejce PLH

Szanse na to wydawały się spore, bowiem Cracovia w tym sezonie nie może znaleźć sposobu na GKS. Trzy poprzednie mecze wygrali tyszanie i również dzisiejsze spotkanie rozpoczęło się dla naszych hokeistów znakomicie. Po zagraniach Łukasza Sośnierza i Krzysztofa Majkowskiego, sam na sam z bramkarzem znalazł się Martin Przygodzki, który mocnym strzałem pod poprzeczkę dał prowadzenie tyszanom. Podziałało to mobilizująco na krakowian. W kilku sytuacjach GKS ofiarnie i szczęśliwie ratował Arkadiusz Sobecki, jednak przy strzale Łukasza Rutkowskiego nie miał już szans. Przed zakończeniem pierwszej tercji świetną próbą popisał się jeszcze Radosław Galant, jednak krążek odbił się od poprzeczki.

Druga część gry rozpoczęła się zupełnie przeciwnie, niż pierwsza. W olbrzymim zamieszaniu podbramkowym najprzytomniej zachował się Rafał Martynowski, który wepchnął krążek obok leżącego Sobeckiego. Od tego momentu gra GKS-u się posypała. Tyscy hokeiści mieli problemy z wyjściem za połowę, a ataki krakowian nabierały coraz większego rozmachu. Efektem tego było podwyższenie prowadzenia po przechwycie na środku boiska. Formalności dopełnił ponownie Rutkowski. W tym momencie hokeistom puściły nerwy po faulu Arona Chmielewskiego z Cracovii i niebawem oba zespoły rzuciły się na siebie z pięściami. Na tafli leżały tylko porzucone kije i zerwane kaski, co może i jest częstym elementem hokeja, ale raczej w wydaniu NHL, niż naszym krajowym.

To zdarzenie miało ogromny wpływ na grę już do końca. Na tafli było bardzo nerwowo, a kilka starć znów zakończyło się iskrzeniem między zawodnikami. Jeśli chodzi o hokejowy aspekt widowiska, GKS nie był w stanie odebrać zwycięstwa dobrze dysponowanej Cracovii, która po strzale Petra Dvorzaka podwyższyła jeszcze prowadzenie. Tyszanom udało się tylko zmniejszyć rozmiary porażki, po dynamicznej akcji Radosława Galanta z Michałem Kotlorzem.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również