Cracovia - Tychy 3-4. Pierwsza tercja zadecydowała o wygranej

23.10.2013
W spotkaniu 14. kolejki ekstraligi hokeja GKS Tychy pokonał na wyjeździe Comarch Cracovię. Kibice zgromadzeni na lodowisku przy Siedleckiego oglądali typowy mecz walki.
Od początku spotkania obie drużyny postawiły na wymianę ciosów, jednak delikatną przewagę w ataku miał GKS Tychy. Śląski zespół wykorzystał to w szóstej minucie, kiedy zagubiła się obrona Cracovii. Adrian Parzyszek podawał, a Milan Baranyk pewnym strzałem pokonał Rafała Radziszewskiego. Odpowiedź gospodarzy mogła przyjść chwilę później, bo po ładnej akcji bliski umieszczenia krążka w bramce był Damian Słaboń. Tyszanie mieli sporo szczęścia w dalszych minutach meczu, bo krakowianie kilka razy bombardowali bramkę Stefana Zigarda. Goście przetrzymali jednak napór i wyprowadzili znakomity atak. Po świetnej akcji Kacpra Guzika, na 2-0 podwyższył Jarosław Rzeszutko. Dwie minuty później kontaktowego gola zdobyły "Pasy", które wykorzystały grę w przewadze. Na listę strzelców wpisał się Petr Dvorak. To nie był jednak koniec emocji w pierwszej tercji, bo szybko pozbierali się przyjezdni i GKS znów miał dwie bramki przewagi za sprawą Adama Bagińskiego.

Mecz był ostry, ale sędziowie rzadko nakładali kary, zwłaszcza na początku. W drugiej tercji Michał Woźnica ostro potraktował Arona Chmielewskiego i ten wylądował na bandzie. Musiał zejść do boksu, by mogła zostać mu udzielona pomoc medyczna. Kibice wygwizdali arbitrów i gracza GKS-u. Kilka akcji przed tym zdarzeniem swoją czwartego gola strzelili Ślązacy. Mikołaj Łopuski zagrał w stronę bramki, kija do lecącego krążka dołożył Jan Steber i "guma" wylądowała w samym okienku. Druga odsłona zakończyła się jednak remisem, bo na niespełna sześć minut przed drugą przerwą dystans do Tychów zmniejszył Damian Słaboń. Krakowianie mieli jeszcze jedną świetną okazję. Będąc sam na sam z bramkarzem zmarnował ją strzelec drugiego gola dla miejscowych. W końcówce Cracovia grała w przewadze dwóch zawodników, ale nie wykorzystał jej.

W trzeciej, ostatniej tercji poczynania obu zespołów były dość chaotyczne i nie byliśmy świadkami dobrego meczu. Emocje były jednak do końca, bo na 50 sekund przed końcem gola na 3-4 zdobył Sebastian Kowalówka. "Pasom" zabrakło jednak czas na doprowadzenie do remisu i dogrywki.
autor: Michał Knura

Przeczytaj również